Rozdział 3
Liv
Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie jak na mnie, gdyż koło siódmej rano. Leniwie wstałam z łóżka i zawlokłam się do łazienki. Przemyłam twarz chłodną wodą i rozczesałam skołtunione włosy. Po opuszczeniu łazienki w powrotem wróciłam do swojego pokoju i ubrałam się w czarne leginsy i luźną białą koszulkę z czarnymi japońskimi znakami ,,天使", które znaczyły tyle co moje nazwisko czyli Tenshi (Anioł). Zeszłam na dół po schodach. Dźwięk moich kroków wydawałoby się, że rozchodzi po całym instytucie i dochodzić do każdego jego mieszkańca.
Gdy wreszcie znalazłam się w kuchni wyjęłam z lodówki jajka i mleko, a z szafek mąkę, olej, miskę, patelnię oraz szklankę. Następnie zaczęłam robić naleśniki. Usmażyłam ich chyba z trzynaście, gdy w kuchni zawitał jako pierwszy Gabriel:
-Witaj Liv.- Przywitał się wysoki, barczysty i zaspany szef instytutu
-Dzień dobry.- Nie przerwałam wykonywanej czynności
-Mmmm, pachnie, aż ślinka cieknie.- Usłyszałam głos Mikaela, który właśnie wchodził do kuchni
-Wyjmij talerze, synu.- Polecił Gabriel, a jego syn posłusznie zrobił to o co mu nakazano
-Hej wszystkim.- Przywitała nas Engel wchodząc do kuchni w wyśmienitym nastroju.
-Witaj Engel.- Odpowiedział jej ojciec Mikaela, który robił sobie kawę
-Heej aniołeczku.- Przywitał się z nią Mikael i uściskał ją
-Cóż dzisiaj na śniadanie?- Z entuzjazmem zapytała moja parabatai- Uuu naleśniki! Pychotka!- Nałożyła sobie na talerz sześć naleśników i usiadła do stołu
-Ej! Nie wzięłaś przypadkiem za dużo?- Miał pretensje Mikael
-Spokojnie, wystarczy ci, poza tym Liv robi kolejne.- Odparła z buzią wypchaną naleśnikami
-Ech ty głodomorze.- Zaśmiał się i już miał brać talerz z pozostałymi naleśnikami, gdy zabrał mu je sprzed nosa jego własny ojciec, który popijał swoją świeżą kawę- Ej! To nie fair!
-Zaraz dostaniesz jednego.- Powiedziałam cicho kończąc smażenie naleśnika, a on posłał mi pełen radości uśmiech.
Po śniadaniu Gabriel zaprosił nas do swojego biura:
-Dzisiaj o dziesiątej będziemy mieli gości, którzy zatrzymają się u nas na czas nieokreślony...- Zaczął, lecz mu przerwano
-Jakich gości?- Pierwsze pytanie zadała Engel
-Jak to nieokreślony?- Drugie pochodziło od Mikaela
-Ech, czy wy się nauczycie mi nie przerywać, gdy mówię coś ważnego?- Zadał nam pytanie retoryczne i kontynuował- A więc, przybędą do nas Nocni Łowcy z Zachodniego Instytutu, a na czas nieokreślony, dlatego, że będziemy musieli ze sobą ściśle współpracować.- Wyjaśnił
-Ale jak to współpracować?- Zapytali jednocześnie
-Na Anioła, ile wy macie lat? Normalnie. Skoro Dzieci Nocy planują stworzyć armię wampirów przeciwko nam, Nefilim, to musimy się jakoś bronić, a im więcej nas jest, tym lepiej.- Powiedział krótko, a Engel i Mikael pokiwali głowami.
-Czyli będą u nas o dziesiątej.- Powiedziałam jakby do siebie, lecz otrzymałam odpowiedź twierdzącą- Może powinniśmy posprzątać?- Zaproponowałam
-Świetny pomysł.- Oznajmił Gabriel- Wszyscy brać zmiotki i do roboty.- Nakazał, a moja parabatai i Mikael popatrzyli na mnie spode łba. Ich wzrok mówił mniej więcej: ,,Musiałaś to mówić" lub ,,Nie mogłaś wymyślić czegoś lepszego?".
W każdym razie wszyscy pokornie wykonali rozkaz Gabriela i gdy skończyliśmy to wróciliśmy do jego gabinetu:
-No, no. Szybko się uwinęliście.- Pochwalił nas- To teraz przygotujcie sypialnie.
-Ugh, tato. Może sam byś się ruszył i nam pomógł!- Zaproponował Mikael, który wręcz nienawidził sprzątania
-Synu. Przybędzie do nas sześciu Nocnych Łowców. Was jest trzech. Po dwa pokoje do przygotowania na jedną osobę.- Przekalkulował Gabriel
-Daj spokój! Ja chcę się położyć.- Marudził jego syn, a my z Engel stałyśmy dzierżąc każda swoją miotłę
-Mikael. Masz już dwadzieścia lat. Chłopie, ogarnij się. Chyba potrafisz wytrzepać pościel i wywietrzyć pokój oraz powtórzyć tę czynność jeszcze raz.- Zbeształ go ojciec, a chłopak milczał obrażony- No już, już. Macie na to niecałą godzinę, bo jeszcze powinniście się przebrać.- I wygonił nas z pokoju.
Pół godziny później, gdy skończyłam przygotowywanie pokoi wróciłam do swojego lokum i przebrałam się w strój, w którym byłam wczoraj. Na myśl, że znów ujrzę tą ponurą twarz Gave'a zrobiło mi się niedobrze. Ale gorsza była świadomość, że będę ją widywać codziennie oraz, że codziennie będę obsypywana rasistowskimi uwagami i zaczepkami. Czego on ode mnie chce? Jaki ma problem z moim wyglądem? Przecież nie mogę wyprostować sobie oczu i przefarbować skóry. Bardziej norweska niż jestem, już nie będę. Mogę być tylko bardziej japońska...
Mój potok myśli przerwała Engel, która weszła do mego pokoju z zapytaniem czy pójdę się z nią przejść dookoła Instytutu. Zgodziłam się poprzez kiwnięcie głową.
Obie przechadzałyśmy się po skąpanej w rosie trawie i rozmawiałyśmy jak to będzie, gdy pojawi się u nas Zachodni Instytut. Czy będą gotować sobie, a my sobie, czy będą sprzątali po sobie, czy będziemy razem chodzili na patrole i tym podobne nas nachodziły przemyślenia. Gdy zrobiłyśmy kółko wróciłyśmy do wnętrza naszego domu i zaczęłyśmy sprawdzać jak radzą sobie chłopcy. Oczywiście Gabriel wyglądał bezbłędnie, nie to co jego syn. Engel wprowadziła w jego wyglądzie kilka poprawek i już byliśmy gotowi na przyjęcie nowych lokatorów.
Zgodnie z zapowiedzią przybyli do nas punktualnie o dziesiątej. Całemu korowodowi przewodziła Charlotte Dawnmorgen we własnej osobie z ciemną walizką na kółkach. Za nią kroczyli bliźniacy z torbami podręcznymi, a z kolei za nimi rodzeństwo, którego nie znałam. Korowód zamykał nikt inny jak Gave...:
-Witaj Charlotte.- Przywitał się kulturalnie Gabriel poprzez ukłon i ucałowanie zgrabnej i smukłej dłoni szefowej Zachodniego Instytutu
-Witaj Gabrielu.- Odparła kobieta z zimnym i surowym wyrazem twarzy.
-Mam nadzieję, że bez problemu trafiliście do nas.- Upewnił się ojciec Mikaela
-Mhm.- Mruknęła kobieta wchodząc do środka naszego Instytutu, który w chwili obecnej błyszczał wypolerowany i czysty
-Wchodźcie śmiało. Czujcie się jak we własnym Instytucie.- Zachęcał blondyn- Może macie ochotę na coś do jedzenia?
-Nie.- Odrzekła chłodnym tonem Charlotte- Jedliśmy już wcześniej. Lepiej pokażcie nam nasze pokoje.
-Ach. No tak. Liv, Engel. Pokażcie naszym nowym współlokatorom pokoje.- Nakazał nam Gabriel, a my posłusznie zaprowadziłyśmy Zachodni Instytut na piętro, gdzie przygotowywaliśmy dla nich pokoje.
Engel szła przodem i wskazywała wszystkim pokoje, natomiast ja pilnowałam tyłów, a co się z tym wiązało musiałam znieść obecność Gave'a, który patrzył na mnie z wyższością i zniesmaczeniem.
Gdy wreszcie nasi goście byli w swoich pokojach i się rozpakowywali, razem z moją parabatai dostałyśmy zadanie bojowe, którym było ugotowanie obiadu...
Engel
Przeprowadziłam całą brygadę Nocnych Łowców przez Instytut w celu pokazania im ich pokoi. Wciąż martwiłam się czy ich zgubiłam lub czy nie pokazałam im nieprawidłowych pomieszczeń. Byłam przy nich niczym kłębek nerwów, jednakże nie mogłam pozwolić, aby dało to sie poznać po mnie, gdyż byłam Nocnym Łowcą. Zabijałam demony i przenigdy ich się nie bałam, a przy ludziach od razu bierze mnie nerwica. Obrzydliwe i odrażające istoty, które zabijam i z którymi walczę, są mniej przerażające niżeli ludzie podobni do mnie. Podobno jestem aspołeczna, przynajmniej tak twierdzi Liv, ale nie wiem, czy mój strach przed ludźmi można nazwać aspołecznością.
Wracając do tematu. Gdy miałam już za sobą pokazywanie nowym współlokatorom ich pokoi, ja wraz z Liv musiałam sie zająć obiadem aż dla dziesięciu osób, co było nie lada wyzwaniem. Nie miałyśmy żadnego pomysłu na to, co mogłybyśmy przyrządzić, więc zajrzałam do książki kucharskiej i wzięłam sie za poszukiwanie przepisu na danie, które by starczyło dla naszej gromady.
Zainteresowałam się kilkoma przepisami, jednakże potrawka z jagnięciny była najbardziej przekonująca z nich wszystkich. Tak więc zabrałyśmy się do roboty.
Po dwóch godzinach nasz obiad był już gotowy do spożycia. Pozostało nam, więc zaproszenie wszystkich do jadalni, aby zjeść jeszcze gorący posiłek, który miał powoli predyspozycje do bycia zimnym.
Ja poszłam po oboje rodzeństw z Zachodniego Instytutu, a Liv poleciała po Gabriela, Mikaela, Charlottę i na jej nieszczęście Gave'a, który pewnie szykował dla niej już jakąś ciętą ripostę...
Liv
Najpierw o obiedzie powiadomiłam rzecz jasna Gabriela, który jak zwykle przesiadywał w swoim biurze i sprawdzał jakieś papiery. Zapukałam nieśmiało w otwarte drzwi, a on nawet nie patrząc na mnie odezwał się:
-Coś potrzeba, Liv?
-Obiad jest już gotowy.- Powiadomiłam cicho szefa Instytutu, a ten odłożył czytany dokument i spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy
-Cóż dzisiaj upichciłyście?
-Jagnięcina.
-Mhm. Zaraz zejdę.- Powiedział i leniwie podniósł się zza biurka, a ja ruszyłam dalej.
Następny w kolejce był Mikael. Niestety nie zastałam go w jego pokoju, więc ruszyłam na salę treningową. Oczywiście zastałam tam chłopaka, który ćwiczył strzelanie do celu. Delikatnie zapukałam w futrynę drzwi, lecz nie usłyszał mnie, więc się odezwałam:
-Mikael...- Powiedziałam spokojnie, a on nagle wycelował we mnie łuk z naciągniętą strzałą i ją wypuścił; grot delikatnie zranił mój policzek, lecz poza tym nic mi się nie stało
-Na Anioła!- Krzyknął przerażony, po czym rzucił swój łuk niczym starą zabawkę i odbiegł do mnie- Wszystko w porządku? Pokaż policzek!- Nakazał
-Mikael, wszystko ok. Dzięki.- Wyrwałam mu się i ruszyłam korytarzem; nie lubiłam jak ktoś mnie niańczył i był dla mnie zbyt troskliwy, jestem Nocnym Łowcą i nie potrzebuję rozczulać się nad sobą...- Obiad na stole.- Rzuciłam przez plecy i zniknęłam za najbliższym zakrętem.
Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia wytarłam swój policzek z krwi, po czym wdrapałam się po schodach na piętro i zapukałam do drzwi pokoju, w którym urzędować miał Gave. Cisza. Żadnego ruchu. ,,Może go nie ma?" pomyślałam z nadzieją i powoli otworzyłam drzwi. W środku nie było ani jednego promienia słońca. Ciemno. Wszystkie okna były pozasłaniane czarnymi firankami, które nie przepuszczały światła. Na ogromnym łożu z baldachimem po środku pokoju leżał sam diabeł wcielony. Spał. ,,To jeszcze gorzej" przemknęło mi przez głowę, lecz postanowiłam go obudzić. Lekko potrząsnęłam jego ramieniem, lecz nic. Nawet najmniejszego ruchu, prócz spokojnego opadania i unoszenia się klatki piersiowej. ,,Może lepiej go zostawić?" pomyślałam i wyszłam na korytarz, gdzie natknęłam się na bliźniaków:
-O! Hej, Liv- Przywitali się równocześnie, a na mych ustach zagościł lekki uśmiech; lubiłam tych chłopaków
-Cześć. Wiecie, że już obiad na stole?- Zagadnęłam
-Tak, Engel już nam mówiła i właśnie idziemy do kuchni.- Odparł jeden z nich
-Boska Engel.- Poprawił go brat
-Tak, boska.- Zgodził się z nim bliźniak, a ja lekko zachichotałam; wszyscy w piątkę (ja, Engel, bliźniacy i Mikael) znaliśmy się od dzieciństwa i praktycznie razem się wychowywaliśmy się póki nasz Instytut nie podzielił się na wschodni i zachodni.
-Dobra, to my lecimy, zobaczymy się na obiedzie.- Już się ze mną żegnali, gdy przypomniałam sobie po co wyszłam na korytarz
-Ej, poczekajcie chwilę. Wiecie może jak mam obudził Gave'a? Tak, żeby nie zginąć na miejscu...- Zapytałam nieśmiało
-Hmm.- Zamyślił się jeden z chłopaków- Wylej na niego szklankę lodowatej wody.- Poradził mi
-Mhm. Powinno podziałać.- Przytaknął drugi- A jak nie to połaskocz go po brzuchu.- Powiedział zbyt poważnie jak na niego
-No, dobrze. Dziękuję.- Podziękowałam, po czym znów wróciłam do legowiska tej bestii.
Nadal spał... Nie chciałam go budzić w aż tak brutalny sposób, nie jestem jeszcze taka bez serca. Postanowiłam chwilę poczekać. Nie wiem czemu podeszłam do niego i zaczęłam oglądać jego twarz. Każda jego najmniejsza rysa utrwalała się w mojej pamięci. Nagle jego powieki poruszyły się niespokojnie, a ja odsunęłam się od niego na pięć metrów, lecz na szczęście się nie obudził, więc znów wróciłam na miejsce, gdzie wcześniej byłam. Stałam pochylona nad nim i niespodziewanie złapał mnie za nadgarstek i wstał do pozycji siedzącej:
-Co ty odpierdzielasz?- Zapytał zmęczonym głosem przecierając oczy
-Próbuję cię obudzić.- Wyjaśniłam usiłując ukryć drżenie mojego głosu
-Patrzeniem chcesz mnie obudzić? Bardzo pomysłowe.- Puścił mój nadgarstek, a ja zaczęłam go masować- Czego ode mnie chcesz?- Zapytał- Nie mam ryżu ani chodaków, więc spadaj.- Już mnie chciał wygonić z pokoju, gdy się odezwałam
-Obiad na stole.
-Co?
-Obiad na stole.- Powtórzyłam- I ku twojemu zdziwieniu to nie będzie ani ryż ani sushi.- Uprzedziłam go i opuściłam jego pokój. Niestety dogonił mnie na korytarzu:
-Ej, może byś tak nie zasuwała na tych chodakach.- Zagadnął złośliwie doganiając mnie, lecz ja milczałam- Mam nadzieję, że będziemy jeść sztućcami.- Dalej gadał jak najęty sypiąc uwagami- Ciekawe co chciałaś mi zrobić, gdy spałem. Może planowałaś pociąć mnie tym swoim śmiesznym mieczem?- Zastanawiał się
-Wiesz, że nawet przyszło mi to do głowy?- Wreszcie się odezwałam
-Wiedziałem, że Chińczykom nie wolno ufać!- Mruknął poirytowany, a ja niespodziewanie pchnęłam go na ścianę i do niej przyparłam
-Co ty do mnie masz?! Co ja ci takiego zrobiłam, że mnie obrażasz i poniżasz?!- Krzyczałam, a moje oczy błysnęły niebezpiecznie; on milczał i patrzył na mnie wrogo- To, że mam skośne oczy i inną karnację niż ty, nie czyni mnie Azjatką.- Powiedziałam cicho, po czym puściłam go i cofnęłam się dwa kroki w tył- Chodź na ten cholerny obiad.- Warknęłam i ruszyłam korytarzem w kierunku schodów, a on za mną; już mi nie dokuczał, tylko szedł w ciszy. Miałam łzy w oczach, a w gardle tkwiła paląca gula, którą próbowałam stłumić, aż w końcu mi się to udało...
Podczas obiadu panowała radosna atmosfera. Tylko trzy osoby zachowały powagę przy stole: ja, Gave i Charlotte.
Bliźniaki rozśmieszali każdego na wszelkie sposoby: opowiadali dowcipy, bawili się jedzeniem, czasami nawet wstawali od stołu i pokazywali scenki, które miały pokazać ich rygor w Zachodnim Instytucie:
-Na Anioła, usiądźcie wreszcie, wy błazny.- Powarkiwała Charlotte, gdy bracia opuszczali swoje miejsca- Wcale tak u nas nie jest.
Po kolacji zaczęto przydzielać nam patrolowanie całego Oslo. Jak to się wyraził Gabriel: ,,Każdy dobiera sobie parę z drugiego Instytutu." Bliźniaki nie chcieli się rozstawać, więc ich zostawiliśmy w spokoju. Jako iż było trzech chłopaków i tyle samo dziewcząt, każda z nas miała wybrać chłopaka nie z naszego Instytutu. Tak więc Engel dobrała się w parę z Gideonem (jego imię poznałam podczas obiadu), a Mikael tworzył parę z Amy, młodszą siostrą Gideona. Mi został nikt inny jak naburmuszony Gave, który na chwilę obecną miał na mnie ,,focha" co mnie bardzo cieszyło.
Engel i Gideon zostali przydzieleni do dzielnicy Alna, czyli tej, w której sie znajdował nasz Instytut. Bliźniakom dostało się Nordstrand, Mikael i Amy dostali Stovner na północnym wschodzie, a my Ullern, gdzie był Zachodni Instytut. Gabriel i Charlotte zostali w Instytucie, aby wykonywać papierkową robotę i tym podobne.
Wszyscy wyruszyliśmy spod Instytutu i każda para rozeszła sie w swoją stronę. Gave szedł przodem, a ja za nim. On lepiej znał swoją dzielnicę, więc uznałam, że dam mu nas tam zaprowadzić. Po jakichś trzydziestu minutach marszu przystanęłam i zaczęłam się rozglądać. ,,Czy to jeszcze Oslo?" myślałam ,,A może to już Akershus?". Z zamyślenia wyrwał mnie głos Gave'a, który zabrzmiał jakoś inaczej niż zwykle:
-Idziesz czy nie?
-Mhm.- Przytaknęłam i zrównałam z nim krok- Gdzie my dokładnie jesteśmy?
-Właśnie wchodzimy do parku Vigelanda.- Oznajmił beznamiętnym głosem. Jedną dłoń miał w kieszeni, a drugą na pasie, gdzie trzymał swoje pistolety i jeden seraficki nóż. Każdy z Nocnych Łowców, niezależnie jaką bronią się posługiwał, musiał mieć przy sobie chociaż jedno serafickie ostrze.
Po parku szwendało się kilku przyziemnych i cała masa turystów. Nigdzie ani śladu demonów, bynajmniej na chwilę obecną:
-Chyba za wcześnie na patrol.- Podsunęłam, a on nie zareagował, tylko kończył wypalać papierosa.
Dalej szliśmy aż w południowej części parku zauważyliśmy trolla, który właśnie się posilał w cieniu drzew. Jego plecy były pokryte mchem i gałęziami, a jego skulona sylwetka na pierwszy rzut oka kojarzyła się z głazem. Był dosyć niewielkiego wzrostu, więc zaliczał się do tych mniej groźnych, aczkolwiek odważnych. Za dnia trolle nie mogą pojawiać się na słońcu, gdyż ono jest ich zgubą. Gdy troll wyjdzie na słońce automatycznie zamienia się w kamień...
Jego ofiarą była bardzo młoda dziewczyna, może nawet w moim wieku? W każdym razie, gdy z niej uchodziło życie, a właściwie krew, wyciągnęłam swoją katanę z pochwy, która była umiejscowiona na mych plecach i już miałam ruszać na tego stwora, gdy poczułam na ramieniu silną dłoń Gave'a, która bez większego wysiłku zatrzymała mnie:
-Poczekaj chwilę.- Nakazał, lecz ja nie chciałam się słuchać i patrzeć jak ta młoda osoba umiera; wyrwałam mu się i bezszelestnie pobiegłam prosto na trolla i przebiłam jego plecy pokryte mchem na wylot. Przez chwilę myślałam, że katana wbiła się w dziewczynę, lecz ostrze zatrzymało się w ziemi, dokładnie między nogami dziewczyny. Już wyciągałam zakrwawioną katanę, gdy zauważyłam cień nade mną. Spojrzałam przez ramię i ujrzałam uzbrojony w kolce bladozielony ogon. ,,Fuck, nie uwolnię mojej katany dostatecznie szybko" przeleciało mi przez głowę, gdy nagle usłyszałam dźwięk trzykrotnego wystrzału z pistoletu, a ogon padł bezwładnie tuż obok miejsca, gdzie stałam. Gdy już wyciągnęłam katanę z cielska trolla obok mej osoby stanęła wysoka sylwetka Gave'a:
-A nie mówiłem, byś poczekała.- Mruknął i zdjął martwego stwora z jeszcze żyjącej dziewczyny
-Mieszaniec. Myślałam, że żyją tylko w górach i lasach...- Powiedziałam chowając katanę do pochwy
-No to się pomyliłaś.- Rzekł chowając swój pistolet za pas
-To co teraz z nią zrobimy?- Zapytałam
-Nie wiem. Chciałem poczekać, aż umrze i nie będzie musiała cierpieć plus musiałem naładować pistolet.- Odparł- Teraz decyduj. Twój problem...
-Przymknij się i daj mi myśleć.- Nakazałam patrząc na wystraszone i cierpiące oblicze dziewczyny. Wyglądała jak każda inna Norweżka: blond włosy, słabo opalona cera, szczupła, średniego wzrostu. Od innych różniła się tylko tym, że miała całe podrapane ręce i jej ciało było jakby lekko sflaczałe. Gave wziął ją na ręce, a na jej szyi zakołysał się krzyżyk:
-Chrześcijanka.- Mruknął zdegustowany
-Nic dziwnego, że ją zaatakował.- Odparłam
-To co, topimy ją?- Zapytał patrząc na dziewczynę i turlając nogą trolla na słońce, gdzie zmienił się w piękny kamień z wielką dziurą po środku
-Zwariowałeś?!- Prawie krzyknęłam oburzona- Zabierzmy ją do pewnej osoby, która nam pomoże.- Nie chciałam mu zdradzać do kogo się udajemy
-No to prowadź.- Nakazał i zmienił ułożenie dziewczyny poprzez przerzucenie jej sobie przez ramię.
Engel
Wraz z Gideonem wybrałam się na zwiady, na przydzielony nam teren. Okolica naszego Instytutu była dość spokojna jak na panująca sytuację w naszym świecie. Spodziewałam sie raczej grasujących na Nocnych Łowców wampirów, którym marzy się spuszczenie pół-anielskiej krwi. Ale nic takiego się nie działo. Było aż nazbyt spokojnie, nawet jeśli była to okolica naszej siedziby.
- Na anioła, musieli mi przydzielić jakąś, pożal się Boże, łowczynię, która się do niczego nie przydaje. - Mruknął pod nosem mój nowy partner. W prawdzie wolałam Liv jako partnerkę do walki i parabatai, bo nigdy tak na mnie nie narzekała, ale nie mogłam narzekać na Gideona. Liv zdaje sie miała gorzej, bo facet był powalony do reszty, a Gideon mówił o mnie prawdę. Jestem do niczego.
- Mogłeś poprosić Gabriela żeby być w parze z kimś innym niż ze mną. Nie musiałbyś sie torturować moją obecnością. - Powiedziałam z irytacją w głosie. Mimo że gadał o mnie prawdę, to jednak nie pozwolę sie obrażać jakiemuś zarozumiałemu dupkowi, który nie ma szacunku do innych.
- Z chęcią bym to zrobił, ale nie miałem wyboru. Z resztą moja siostra uparła sie na bycie w parze z tym twoim chłoptasiem, który aż się ślinił na twój widok i nie mógł oderwać od ciebie wzroku.
- Nie musiałeś się słuchać siostry, a poza tym Mikael jest tylko przyjacielem i szybciej śliniłby się na widok Amy niż na mój. Blondynki nie są w jego typie.
- Widocznie ostatnio zmienił się jego typ, bo teraz zachowuje sie jak gdyby świata poza tobą nie widział.
- I niby kiedy ty to zaobserwowałeś, panie mądraliński?
- Dzisiaj na obiedzie, Angie.
- Mam na imię Engel a nie Angie, Godzillo.
- Bez różnicy, w każdym razie, cały ten Mikeal leci na ciebie i lepiej żebyś to zrozumiała zanim złamiesz mu serce.
- Niby czemu miałabym łamać mu serce, co? - Zapytałam zdziwiona chociaż miałam nadzieję, że to co mówi Gideon nie jest prawdą.
- Kto wie. - I na tym skończyła sie nasza rozmowa.
W celu zmniejszenia okazji do rozmowy udaliśmy się do pobliskiego parku i usiedliśmy na ławkach stojących na przeciw siebie. Zaczęliśmy zajmować sie swoimi sprawami. On wyjął z kieszeni kurtki telefon wraz ze słuchawkami, a ja z torby, którą miałam przewieszoną przez ramię,. wyciągnęłam mój rysownik oraz mały piórnik, w którym trzymałam najpotrzebniejsze przybory do rysowania.
Na początku nie miałam zielonego pojęcia co mogłabym, narysować, ale potem mnie olśniło. Mogłam narysować cholernie przystojnego i cholernie aroganckiego Gideona, który prawdopodobnie nigdy lepiej nie wyglądał.
Wzięłam sie za rysowanie, a Gideon za siedzenie na ławce i myślenie o niebieskich migdałach, jak sądzę.
Rysowałam Gideona takiego, jakim był teraz. A teraz był stuprocentowo naturalny o odprężony. Nikt mu nie przeszkadzał, nie zawadzał i nie gadał. Miał święty spokój, a ja miałam idealnego modela do mojego rysunku. Siedział jak typowy chłopak,a ręką podpierał podbródek. Była to dla mnie idealna poza do narysowania, bo nigdy takiej nie szkicowałam.
Czas na nowe wyzwania.
Liv
Po piętnastu minutach staliśmy przed znajomo białym domem. Zapukałam do drzwi, lecz nikt nie otworzył, a Gave położył dziewczynę na ławce przy drzwiach i sprawdził jej puls:
-Słabo z nią. Zostało jej co maksymalnie pięć minut życia.- Stwierdził, a ja zaczęłam walić pięścią do drzwi krzycząc:
-Hel, otwieraj! To ja, Liv! Potrze...- Nie zdążyłam dokończyć zdania, a fearie już stał w progu i mnie ściskał
-Wreszcie do mnie wpadłaś słonko!- Tulił mnie do siebie, a ja mu się brutalnie wyrwałam
-Posłuchaj, musisz nam pomóc.- Oznajmiłam i popatrzyłam na leżącą na ławce dziewczyne
-Mhm, rozumiem. Wejdźcie, tylko nie ubrudźcie mi ścian.- Powiedział i otworzył szerzej drzwi.
Gave znów wziął ofiarę trolla na ręce, a gdy już był w środku położył ją na samym środku salonu na podłodze. Trzeba również zaznaczyć, że gdy przechodził przez próg niechcący zahaczył głową o framugę drzwi. Helvete w tym czasie przyniósł swoje medykamenty, po czym rozłożył je na podłodze koło dziewczyny i zaczął ją leczyć. Norweskie fearie były najlepszymi lekarzami jeśli chodzi o ataki trolli, które niezwykle rzadko się zdarzały:
-Da się jeszcze ją uratować? Będzie żyć?- Zapytałam zatroskana
-Nie wiem kwiatuszku. To zależy od niej.- Odparł nie patrząc na mnie
-Jak to od niej?- Zaciekawił się Gave
-Normalnie. Czy jej organizm jest wystarczająco silny lub nie. Po moim zabiegu zapadnie w śpiączkę...
-Jak długą?- Znów zapytałam
-Różnie bywa. Czasami trzeba czekać godzinę, innym razem dwa lata, a nawet całe życie.- Wyjaśnił spokojnie
-Na jaki czas ją oceniasz?- Zadał pytanie Gave
-Wydaje mi się, że coś około miesiąca.- Odparł w zamyśleniu Helvete
-Możemy ją u ciebie zostawić?- Zapytałam
-No nie wiem słońce...- Fearie nie lubiły gościć nieznajomych
-Będę cię często odwiedzać, by sprawdzać czy się nie obudziła...- Zaczęłam
-Ok.- Odparł szybko; cieszył się już na samą myśl, że będę go częściej odwiedzała
-To wy ją sobie tam leczcie, a ja ide na patrol.- Pożegnał się Gave przechodząc przez drzwi wejściowe z nisko opuszczoną głową, aby znów nią nie uderzyć o framugę.
-Czekaj!- Krzyknęłam i pobiegłam za nim rzucając szybkie ,,cześć" dla fearie.
Dogoniłam go po minucie. Strasznie szybko szedł i stawiał długie kroki
-Gdzie ci sie tak śpieszy?- Zapytałam doganiając go
-Po prostu nie cierpię otwartego flirtu.- Mruknął z obrzydzeniem
-O co ci chodzi?- Zapytałam- Przeszkadza ci to, że Helvete się do mnie zaleca?- Doznałam dziwnego uczucia; że niby Gave miałby być zazdrosny?? Nieee, na pewno nie
-Nie do ciebie tylko ogólnie.- Wytłumaczył- Brzydzą mnie tacy ludzie...
-Fearie.-Poprawiłam go
-Wszystko jedno!
-Mhm.- Pomrukiwałam, aż w końcu się przymknął, lecz nie na długo
-Jeść mi się chce.- Poskarżył się i złapał za brzuch
-Jak chcesz możemy wpaść do kawiarenki czy gdzieś.- Zaproponowałam
-A może pójdziemy na chińszczyznę?- Zapytał i pierwszy raz widziałam na jego ustach uśmiech, który nie był złośliwy; popatrzyłam na niego z lekką urazą, lecz się zgodziłam
-Ok. Jak chcesz.
-No to chodź.- Przyspieszył kroku, a ja musiałam za nim truchtać...
Engel
Gideon przez kilkadzieścia minut siedział prawie nieruchomo, jakby spał, albo robił za modela, ale gdyby tak było, zwróciłby mi raczej uwagę albo powiedziałby coś w jego bardzo aroganckim i narcystycznym stylu, a czegos takiego nie zrobił. Przez jakis czas martwiłam sie tym, co mu jest, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że muzyka go uśpiła. Nie przeszkadzało mi to, gdyż mogłam z łatwością odwzorować wszystkie detale na kartce. Ułożenie hipnotyzującego ciała Gideona było bardzo naturalne, co nieczęsto sie zdarzało, gdyż ludzie mający świadomość, że ich rysuję, stawali sie spięci i cały czas sie pytali: czy tak jest dobrze, a ja tylko chciałam rysować to co jest prawdziwe i niesztuczne.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dobiegający z telefonu. Dopiero wtedy zauważyłam, która jest godzina.
- O cholerka, chyba powinniśmy naprawdę poptrolowac teren. - Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał godzine czternastą.
Postanowiłam obudzić drogą Śpiącą Królewnę, która kimała sobie w najlepsze.
- Ej, wstawaj Godzillo. Musimy w końcu odbyć nasz patrol. - Powiedziałam, ale ten ani drgnął. - Wstawaj! - Wrzasnęłam lekko, a wtedy dopiero Królewicz sie obudził.
- I czego się tak drzesz. I bez tego cię słysze doskonale.
- To czemu nie wstałeś?
- Bo chciałem jeszcze po nasłuchiwac twego milutkiego głosu. - Powiedział flirtując.
- Serio? - Zapytałam zdziwiona.
- Nie. - Odparł bardzo poważnie.
Wstał z ławki i otrzepał swój strój, a następnie sie zwrócił do mnie:
- No to chodźmy. - Powiedział dość normalnie jak na niego.
- Okej. - Odparłam i ruszyłam za nim.
Szliśmy długą ulicą, która była prawie pusta. Od czasu do czasu mijały nas nieliczne samochody i przechodnie.
W końcu odezwałam się bo nie potrafiłam wytrzymać długo w ciszy.
- Dlaczego mnie nienawidzisz? - Zapytałam.
- A czemu uważasz, że cie nienawidzę? - Uzyskałam nikłą odpowiedź.
- Bo cały czas zachowujesz sie jakbyś był na mnie zły, a nawet mnie nie znasz, więc od razu nasuwa mi się myśl, że albo mnie nienawidzisz albo jestem najgorszą osobą naświecie.
- Serio? Tak sobie pomyślałaś? - Powiedział z niedowierzenuiem.
- No... tak.
- Nie nienawidze cię, ale nie ufam ci wystarczająco. - Powiedział bez namysłu.
- Wystarczająco na co?
- Wystarczająco aby uwierzyć, że jesteś świadoma co nas czeka, wystarczająco, aby powierzyć ci moje życie, wystarczająco aby zaakceptować ciebie.
- Acha. - Jego odpowiedź jeszcze bardziej mnie przygnębiła, ale przynajmniej wiedziałam na czym stoję i co on o mnie myśli.
- Dobra, koniec tematu. Może po prostu zajmijmy się tym, co musimy zrobić, a potem sie pozastanawiamy nad naszym partnerstwem. - Odrzekł poważnie, juz nie narcystycznie.
- W porządku.
Następnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie jak na mnie, gdyż koło siódmej rano. Leniwie wstałam z łóżka i zawlokłam się do łazienki. Przemyłam twarz chłodną wodą i rozczesałam skołtunione włosy. Po opuszczeniu łazienki w powrotem wróciłam do swojego pokoju i ubrałam się w czarne leginsy i luźną białą koszulkę z czarnymi japońskimi znakami ,,天使", które znaczyły tyle co moje nazwisko czyli Tenshi (Anioł). Zeszłam na dół po schodach. Dźwięk moich kroków wydawałoby się, że rozchodzi po całym instytucie i dochodzić do każdego jego mieszkańca.
Gdy wreszcie znalazłam się w kuchni wyjęłam z lodówki jajka i mleko, a z szafek mąkę, olej, miskę, patelnię oraz szklankę. Następnie zaczęłam robić naleśniki. Usmażyłam ich chyba z trzynaście, gdy w kuchni zawitał jako pierwszy Gabriel:
-Witaj Liv.- Przywitał się wysoki, barczysty i zaspany szef instytutu
-Dzień dobry.- Nie przerwałam wykonywanej czynności
-Mmmm, pachnie, aż ślinka cieknie.- Usłyszałam głos Mikaela, który właśnie wchodził do kuchni
-Wyjmij talerze, synu.- Polecił Gabriel, a jego syn posłusznie zrobił to o co mu nakazano
-Hej wszystkim.- Przywitała nas Engel wchodząc do kuchni w wyśmienitym nastroju.
-Witaj Engel.- Odpowiedział jej ojciec Mikaela, który robił sobie kawę
-Heej aniołeczku.- Przywitał się z nią Mikael i uściskał ją
-Cóż dzisiaj na śniadanie?- Z entuzjazmem zapytała moja parabatai- Uuu naleśniki! Pychotka!- Nałożyła sobie na talerz sześć naleśników i usiadła do stołu
-Ej! Nie wzięłaś przypadkiem za dużo?- Miał pretensje Mikael
-Spokojnie, wystarczy ci, poza tym Liv robi kolejne.- Odparła z buzią wypchaną naleśnikami
-Ech ty głodomorze.- Zaśmiał się i już miał brać talerz z pozostałymi naleśnikami, gdy zabrał mu je sprzed nosa jego własny ojciec, który popijał swoją świeżą kawę- Ej! To nie fair!
-Zaraz dostaniesz jednego.- Powiedziałam cicho kończąc smażenie naleśnika, a on posłał mi pełen radości uśmiech.
Po śniadaniu Gabriel zaprosił nas do swojego biura:
-Dzisiaj o dziesiątej będziemy mieli gości, którzy zatrzymają się u nas na czas nieokreślony...- Zaczął, lecz mu przerwano
-Jakich gości?- Pierwsze pytanie zadała Engel
-Jak to nieokreślony?- Drugie pochodziło od Mikaela
-Ech, czy wy się nauczycie mi nie przerywać, gdy mówię coś ważnego?- Zadał nam pytanie retoryczne i kontynuował- A więc, przybędą do nas Nocni Łowcy z Zachodniego Instytutu, a na czas nieokreślony, dlatego, że będziemy musieli ze sobą ściśle współpracować.- Wyjaśnił
-Ale jak to współpracować?- Zapytali jednocześnie
-Na Anioła, ile wy macie lat? Normalnie. Skoro Dzieci Nocy planują stworzyć armię wampirów przeciwko nam, Nefilim, to musimy się jakoś bronić, a im więcej nas jest, tym lepiej.- Powiedział krótko, a Engel i Mikael pokiwali głowami.
-Czyli będą u nas o dziesiątej.- Powiedziałam jakby do siebie, lecz otrzymałam odpowiedź twierdzącą- Może powinniśmy posprzątać?- Zaproponowałam
-Świetny pomysł.- Oznajmił Gabriel- Wszyscy brać zmiotki i do roboty.- Nakazał, a moja parabatai i Mikael popatrzyli na mnie spode łba. Ich wzrok mówił mniej więcej: ,,Musiałaś to mówić" lub ,,Nie mogłaś wymyślić czegoś lepszego?".
W każdym razie wszyscy pokornie wykonali rozkaz Gabriela i gdy skończyliśmy to wróciliśmy do jego gabinetu:
-No, no. Szybko się uwinęliście.- Pochwalił nas- To teraz przygotujcie sypialnie.
-Ugh, tato. Może sam byś się ruszył i nam pomógł!- Zaproponował Mikael, który wręcz nienawidził sprzątania
-Synu. Przybędzie do nas sześciu Nocnych Łowców. Was jest trzech. Po dwa pokoje do przygotowania na jedną osobę.- Przekalkulował Gabriel
-Daj spokój! Ja chcę się położyć.- Marudził jego syn, a my z Engel stałyśmy dzierżąc każda swoją miotłę
-Mikael. Masz już dwadzieścia lat. Chłopie, ogarnij się. Chyba potrafisz wytrzepać pościel i wywietrzyć pokój oraz powtórzyć tę czynność jeszcze raz.- Zbeształ go ojciec, a chłopak milczał obrażony- No już, już. Macie na to niecałą godzinę, bo jeszcze powinniście się przebrać.- I wygonił nas z pokoju.
Pół godziny później, gdy skończyłam przygotowywanie pokoi wróciłam do swojego lokum i przebrałam się w strój, w którym byłam wczoraj. Na myśl, że znów ujrzę tą ponurą twarz Gave'a zrobiło mi się niedobrze. Ale gorsza była świadomość, że będę ją widywać codziennie oraz, że codziennie będę obsypywana rasistowskimi uwagami i zaczepkami. Czego on ode mnie chce? Jaki ma problem z moim wyglądem? Przecież nie mogę wyprostować sobie oczu i przefarbować skóry. Bardziej norweska niż jestem, już nie będę. Mogę być tylko bardziej japońska...
Mój potok myśli przerwała Engel, która weszła do mego pokoju z zapytaniem czy pójdę się z nią przejść dookoła Instytutu. Zgodziłam się poprzez kiwnięcie głową.
Obie przechadzałyśmy się po skąpanej w rosie trawie i rozmawiałyśmy jak to będzie, gdy pojawi się u nas Zachodni Instytut. Czy będą gotować sobie, a my sobie, czy będą sprzątali po sobie, czy będziemy razem chodzili na patrole i tym podobne nas nachodziły przemyślenia. Gdy zrobiłyśmy kółko wróciłyśmy do wnętrza naszego domu i zaczęłyśmy sprawdzać jak radzą sobie chłopcy. Oczywiście Gabriel wyglądał bezbłędnie, nie to co jego syn. Engel wprowadziła w jego wyglądzie kilka poprawek i już byliśmy gotowi na przyjęcie nowych lokatorów.
Zgodnie z zapowiedzią przybyli do nas punktualnie o dziesiątej. Całemu korowodowi przewodziła Charlotte Dawnmorgen we własnej osobie z ciemną walizką na kółkach. Za nią kroczyli bliźniacy z torbami podręcznymi, a z kolei za nimi rodzeństwo, którego nie znałam. Korowód zamykał nikt inny jak Gave...:
-Witaj Charlotte.- Przywitał się kulturalnie Gabriel poprzez ukłon i ucałowanie zgrabnej i smukłej dłoni szefowej Zachodniego Instytutu
-Witaj Gabrielu.- Odparła kobieta z zimnym i surowym wyrazem twarzy.
-Mam nadzieję, że bez problemu trafiliście do nas.- Upewnił się ojciec Mikaela
-Mhm.- Mruknęła kobieta wchodząc do środka naszego Instytutu, który w chwili obecnej błyszczał wypolerowany i czysty
-Wchodźcie śmiało. Czujcie się jak we własnym Instytucie.- Zachęcał blondyn- Może macie ochotę na coś do jedzenia?
-Nie.- Odrzekła chłodnym tonem Charlotte- Jedliśmy już wcześniej. Lepiej pokażcie nam nasze pokoje.
-Ach. No tak. Liv, Engel. Pokażcie naszym nowym współlokatorom pokoje.- Nakazał nam Gabriel, a my posłusznie zaprowadziłyśmy Zachodni Instytut na piętro, gdzie przygotowywaliśmy dla nich pokoje.
Engel szła przodem i wskazywała wszystkim pokoje, natomiast ja pilnowałam tyłów, a co się z tym wiązało musiałam znieść obecność Gave'a, który patrzył na mnie z wyższością i zniesmaczeniem.
Gdy wreszcie nasi goście byli w swoich pokojach i się rozpakowywali, razem z moją parabatai dostałyśmy zadanie bojowe, którym było ugotowanie obiadu...
Engel
Przeprowadziłam całą brygadę Nocnych Łowców przez Instytut w celu pokazania im ich pokoi. Wciąż martwiłam się czy ich zgubiłam lub czy nie pokazałam im nieprawidłowych pomieszczeń. Byłam przy nich niczym kłębek nerwów, jednakże nie mogłam pozwolić, aby dało to sie poznać po mnie, gdyż byłam Nocnym Łowcą. Zabijałam demony i przenigdy ich się nie bałam, a przy ludziach od razu bierze mnie nerwica. Obrzydliwe i odrażające istoty, które zabijam i z którymi walczę, są mniej przerażające niżeli ludzie podobni do mnie. Podobno jestem aspołeczna, przynajmniej tak twierdzi Liv, ale nie wiem, czy mój strach przed ludźmi można nazwać aspołecznością.
Wracając do tematu. Gdy miałam już za sobą pokazywanie nowym współlokatorom ich pokoi, ja wraz z Liv musiałam sie zająć obiadem aż dla dziesięciu osób, co było nie lada wyzwaniem. Nie miałyśmy żadnego pomysłu na to, co mogłybyśmy przyrządzić, więc zajrzałam do książki kucharskiej i wzięłam sie za poszukiwanie przepisu na danie, które by starczyło dla naszej gromady.
Zainteresowałam się kilkoma przepisami, jednakże potrawka z jagnięciny była najbardziej przekonująca z nich wszystkich. Tak więc zabrałyśmy się do roboty.
Po dwóch godzinach nasz obiad był już gotowy do spożycia. Pozostało nam, więc zaproszenie wszystkich do jadalni, aby zjeść jeszcze gorący posiłek, który miał powoli predyspozycje do bycia zimnym.
Ja poszłam po oboje rodzeństw z Zachodniego Instytutu, a Liv poleciała po Gabriela, Mikaela, Charlottę i na jej nieszczęście Gave'a, który pewnie szykował dla niej już jakąś ciętą ripostę...
Liv
Najpierw o obiedzie powiadomiłam rzecz jasna Gabriela, który jak zwykle przesiadywał w swoim biurze i sprawdzał jakieś papiery. Zapukałam nieśmiało w otwarte drzwi, a on nawet nie patrząc na mnie odezwał się:
-Coś potrzeba, Liv?
-Obiad jest już gotowy.- Powiadomiłam cicho szefa Instytutu, a ten odłożył czytany dokument i spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy
-Cóż dzisiaj upichciłyście?
-Jagnięcina.
-Mhm. Zaraz zejdę.- Powiedział i leniwie podniósł się zza biurka, a ja ruszyłam dalej.
Następny w kolejce był Mikael. Niestety nie zastałam go w jego pokoju, więc ruszyłam na salę treningową. Oczywiście zastałam tam chłopaka, który ćwiczył strzelanie do celu. Delikatnie zapukałam w futrynę drzwi, lecz nie usłyszał mnie, więc się odezwałam:
-Mikael...- Powiedziałam spokojnie, a on nagle wycelował we mnie łuk z naciągniętą strzałą i ją wypuścił; grot delikatnie zranił mój policzek, lecz poza tym nic mi się nie stało
-Na Anioła!- Krzyknął przerażony, po czym rzucił swój łuk niczym starą zabawkę i odbiegł do mnie- Wszystko w porządku? Pokaż policzek!- Nakazał
-Mikael, wszystko ok. Dzięki.- Wyrwałam mu się i ruszyłam korytarzem; nie lubiłam jak ktoś mnie niańczył i był dla mnie zbyt troskliwy, jestem Nocnym Łowcą i nie potrzebuję rozczulać się nad sobą...- Obiad na stole.- Rzuciłam przez plecy i zniknęłam za najbliższym zakrętem.
Gdy tylko zniknęłam z jego pola widzenia wytarłam swój policzek z krwi, po czym wdrapałam się po schodach na piętro i zapukałam do drzwi pokoju, w którym urzędować miał Gave. Cisza. Żadnego ruchu. ,,Może go nie ma?" pomyślałam z nadzieją i powoli otworzyłam drzwi. W środku nie było ani jednego promienia słońca. Ciemno. Wszystkie okna były pozasłaniane czarnymi firankami, które nie przepuszczały światła. Na ogromnym łożu z baldachimem po środku pokoju leżał sam diabeł wcielony. Spał. ,,To jeszcze gorzej" przemknęło mi przez głowę, lecz postanowiłam go obudzić. Lekko potrząsnęłam jego ramieniem, lecz nic. Nawet najmniejszego ruchu, prócz spokojnego opadania i unoszenia się klatki piersiowej. ,,Może lepiej go zostawić?" pomyślałam i wyszłam na korytarz, gdzie natknęłam się na bliźniaków:
-O! Hej, Liv- Przywitali się równocześnie, a na mych ustach zagościł lekki uśmiech; lubiłam tych chłopaków
-Cześć. Wiecie, że już obiad na stole?- Zagadnęłam
-Tak, Engel już nam mówiła i właśnie idziemy do kuchni.- Odparł jeden z nich
-Boska Engel.- Poprawił go brat
-Tak, boska.- Zgodził się z nim bliźniak, a ja lekko zachichotałam; wszyscy w piątkę (ja, Engel, bliźniacy i Mikael) znaliśmy się od dzieciństwa i praktycznie razem się wychowywaliśmy się póki nasz Instytut nie podzielił się na wschodni i zachodni.
-Dobra, to my lecimy, zobaczymy się na obiedzie.- Już się ze mną żegnali, gdy przypomniałam sobie po co wyszłam na korytarz
-Ej, poczekajcie chwilę. Wiecie może jak mam obudził Gave'a? Tak, żeby nie zginąć na miejscu...- Zapytałam nieśmiało
-Hmm.- Zamyślił się jeden z chłopaków- Wylej na niego szklankę lodowatej wody.- Poradził mi
-Mhm. Powinno podziałać.- Przytaknął drugi- A jak nie to połaskocz go po brzuchu.- Powiedział zbyt poważnie jak na niego
-No, dobrze. Dziękuję.- Podziękowałam, po czym znów wróciłam do legowiska tej bestii.
Nadal spał... Nie chciałam go budzić w aż tak brutalny sposób, nie jestem jeszcze taka bez serca. Postanowiłam chwilę poczekać. Nie wiem czemu podeszłam do niego i zaczęłam oglądać jego twarz. Każda jego najmniejsza rysa utrwalała się w mojej pamięci. Nagle jego powieki poruszyły się niespokojnie, a ja odsunęłam się od niego na pięć metrów, lecz na szczęście się nie obudził, więc znów wróciłam na miejsce, gdzie wcześniej byłam. Stałam pochylona nad nim i niespodziewanie złapał mnie za nadgarstek i wstał do pozycji siedzącej:
-Co ty odpierdzielasz?- Zapytał zmęczonym głosem przecierając oczy
-Próbuję cię obudzić.- Wyjaśniłam usiłując ukryć drżenie mojego głosu
-Patrzeniem chcesz mnie obudzić? Bardzo pomysłowe.- Puścił mój nadgarstek, a ja zaczęłam go masować- Czego ode mnie chcesz?- Zapytał- Nie mam ryżu ani chodaków, więc spadaj.- Już mnie chciał wygonić z pokoju, gdy się odezwałam
-Obiad na stole.
-Co?
-Obiad na stole.- Powtórzyłam- I ku twojemu zdziwieniu to nie będzie ani ryż ani sushi.- Uprzedziłam go i opuściłam jego pokój. Niestety dogonił mnie na korytarzu:
-Ej, może byś tak nie zasuwała na tych chodakach.- Zagadnął złośliwie doganiając mnie, lecz ja milczałam- Mam nadzieję, że będziemy jeść sztućcami.- Dalej gadał jak najęty sypiąc uwagami- Ciekawe co chciałaś mi zrobić, gdy spałem. Może planowałaś pociąć mnie tym swoim śmiesznym mieczem?- Zastanawiał się
-Wiesz, że nawet przyszło mi to do głowy?- Wreszcie się odezwałam
-Wiedziałem, że Chińczykom nie wolno ufać!- Mruknął poirytowany, a ja niespodziewanie pchnęłam go na ścianę i do niej przyparłam
-Co ty do mnie masz?! Co ja ci takiego zrobiłam, że mnie obrażasz i poniżasz?!- Krzyczałam, a moje oczy błysnęły niebezpiecznie; on milczał i patrzył na mnie wrogo- To, że mam skośne oczy i inną karnację niż ty, nie czyni mnie Azjatką.- Powiedziałam cicho, po czym puściłam go i cofnęłam się dwa kroki w tył- Chodź na ten cholerny obiad.- Warknęłam i ruszyłam korytarzem w kierunku schodów, a on za mną; już mi nie dokuczał, tylko szedł w ciszy. Miałam łzy w oczach, a w gardle tkwiła paląca gula, którą próbowałam stłumić, aż w końcu mi się to udało...
Podczas obiadu panowała radosna atmosfera. Tylko trzy osoby zachowały powagę przy stole: ja, Gave i Charlotte.
Bliźniaki rozśmieszali każdego na wszelkie sposoby: opowiadali dowcipy, bawili się jedzeniem, czasami nawet wstawali od stołu i pokazywali scenki, które miały pokazać ich rygor w Zachodnim Instytucie:
-Na Anioła, usiądźcie wreszcie, wy błazny.- Powarkiwała Charlotte, gdy bracia opuszczali swoje miejsca- Wcale tak u nas nie jest.
Po kolacji zaczęto przydzielać nam patrolowanie całego Oslo. Jak to się wyraził Gabriel: ,,Każdy dobiera sobie parę z drugiego Instytutu." Bliźniaki nie chcieli się rozstawać, więc ich zostawiliśmy w spokoju. Jako iż było trzech chłopaków i tyle samo dziewcząt, każda z nas miała wybrać chłopaka nie z naszego Instytutu. Tak więc Engel dobrała się w parę z Gideonem (jego imię poznałam podczas obiadu), a Mikael tworzył parę z Amy, młodszą siostrą Gideona. Mi został nikt inny jak naburmuszony Gave, który na chwilę obecną miał na mnie ,,focha" co mnie bardzo cieszyło.
Engel i Gideon zostali przydzieleni do dzielnicy Alna, czyli tej, w której sie znajdował nasz Instytut. Bliźniakom dostało się Nordstrand, Mikael i Amy dostali Stovner na północnym wschodzie, a my Ullern, gdzie był Zachodni Instytut. Gabriel i Charlotte zostali w Instytucie, aby wykonywać papierkową robotę i tym podobne.
Wszyscy wyruszyliśmy spod Instytutu i każda para rozeszła sie w swoją stronę. Gave szedł przodem, a ja za nim. On lepiej znał swoją dzielnicę, więc uznałam, że dam mu nas tam zaprowadzić. Po jakichś trzydziestu minutach marszu przystanęłam i zaczęłam się rozglądać. ,,Czy to jeszcze Oslo?" myślałam ,,A może to już Akershus?". Z zamyślenia wyrwał mnie głos Gave'a, który zabrzmiał jakoś inaczej niż zwykle:
-Idziesz czy nie?
-Mhm.- Przytaknęłam i zrównałam z nim krok- Gdzie my dokładnie jesteśmy?
-Właśnie wchodzimy do parku Vigelanda.- Oznajmił beznamiętnym głosem. Jedną dłoń miał w kieszeni, a drugą na pasie, gdzie trzymał swoje pistolety i jeden seraficki nóż. Każdy z Nocnych Łowców, niezależnie jaką bronią się posługiwał, musiał mieć przy sobie chociaż jedno serafickie ostrze.
Po parku szwendało się kilku przyziemnych i cała masa turystów. Nigdzie ani śladu demonów, bynajmniej na chwilę obecną:
-Chyba za wcześnie na patrol.- Podsunęłam, a on nie zareagował, tylko kończył wypalać papierosa.
Dalej szliśmy aż w południowej części parku zauważyliśmy trolla, który właśnie się posilał w cieniu drzew. Jego plecy były pokryte mchem i gałęziami, a jego skulona sylwetka na pierwszy rzut oka kojarzyła się z głazem. Był dosyć niewielkiego wzrostu, więc zaliczał się do tych mniej groźnych, aczkolwiek odważnych. Za dnia trolle nie mogą pojawiać się na słońcu, gdyż ono jest ich zgubą. Gdy troll wyjdzie na słońce automatycznie zamienia się w kamień...
Jego ofiarą była bardzo młoda dziewczyna, może nawet w moim wieku? W każdym razie, gdy z niej uchodziło życie, a właściwie krew, wyciągnęłam swoją katanę z pochwy, która była umiejscowiona na mych plecach i już miałam ruszać na tego stwora, gdy poczułam na ramieniu silną dłoń Gave'a, która bez większego wysiłku zatrzymała mnie:
-Poczekaj chwilę.- Nakazał, lecz ja nie chciałam się słuchać i patrzeć jak ta młoda osoba umiera; wyrwałam mu się i bezszelestnie pobiegłam prosto na trolla i przebiłam jego plecy pokryte mchem na wylot. Przez chwilę myślałam, że katana wbiła się w dziewczynę, lecz ostrze zatrzymało się w ziemi, dokładnie między nogami dziewczyny. Już wyciągałam zakrwawioną katanę, gdy zauważyłam cień nade mną. Spojrzałam przez ramię i ujrzałam uzbrojony w kolce bladozielony ogon. ,,Fuck, nie uwolnię mojej katany dostatecznie szybko" przeleciało mi przez głowę, gdy nagle usłyszałam dźwięk trzykrotnego wystrzału z pistoletu, a ogon padł bezwładnie tuż obok miejsca, gdzie stałam. Gdy już wyciągnęłam katanę z cielska trolla obok mej osoby stanęła wysoka sylwetka Gave'a:
-A nie mówiłem, byś poczekała.- Mruknął i zdjął martwego stwora z jeszcze żyjącej dziewczyny
-Mieszaniec. Myślałam, że żyją tylko w górach i lasach...- Powiedziałam chowając katanę do pochwy
-No to się pomyliłaś.- Rzekł chowając swój pistolet za pas
-To co teraz z nią zrobimy?- Zapytałam
-Nie wiem. Chciałem poczekać, aż umrze i nie będzie musiała cierpieć plus musiałem naładować pistolet.- Odparł- Teraz decyduj. Twój problem...
-Przymknij się i daj mi myśleć.- Nakazałam patrząc na wystraszone i cierpiące oblicze dziewczyny. Wyglądała jak każda inna Norweżka: blond włosy, słabo opalona cera, szczupła, średniego wzrostu. Od innych różniła się tylko tym, że miała całe podrapane ręce i jej ciało było jakby lekko sflaczałe. Gave wziął ją na ręce, a na jej szyi zakołysał się krzyżyk:
-Chrześcijanka.- Mruknął zdegustowany
-Nic dziwnego, że ją zaatakował.- Odparłam
-To co, topimy ją?- Zapytał patrząc na dziewczynę i turlając nogą trolla na słońce, gdzie zmienił się w piękny kamień z wielką dziurą po środku
-Zwariowałeś?!- Prawie krzyknęłam oburzona- Zabierzmy ją do pewnej osoby, która nam pomoże.- Nie chciałam mu zdradzać do kogo się udajemy
-No to prowadź.- Nakazał i zmienił ułożenie dziewczyny poprzez przerzucenie jej sobie przez ramię.
Engel
Wraz z Gideonem wybrałam się na zwiady, na przydzielony nam teren. Okolica naszego Instytutu była dość spokojna jak na panująca sytuację w naszym świecie. Spodziewałam sie raczej grasujących na Nocnych Łowców wampirów, którym marzy się spuszczenie pół-anielskiej krwi. Ale nic takiego się nie działo. Było aż nazbyt spokojnie, nawet jeśli była to okolica naszej siedziby.
- Na anioła, musieli mi przydzielić jakąś, pożal się Boże, łowczynię, która się do niczego nie przydaje. - Mruknął pod nosem mój nowy partner. W prawdzie wolałam Liv jako partnerkę do walki i parabatai, bo nigdy tak na mnie nie narzekała, ale nie mogłam narzekać na Gideona. Liv zdaje sie miała gorzej, bo facet był powalony do reszty, a Gideon mówił o mnie prawdę. Jestem do niczego.
- Mogłeś poprosić Gabriela żeby być w parze z kimś innym niż ze mną. Nie musiałbyś sie torturować moją obecnością. - Powiedziałam z irytacją w głosie. Mimo że gadał o mnie prawdę, to jednak nie pozwolę sie obrażać jakiemuś zarozumiałemu dupkowi, który nie ma szacunku do innych.
- Z chęcią bym to zrobił, ale nie miałem wyboru. Z resztą moja siostra uparła sie na bycie w parze z tym twoim chłoptasiem, który aż się ślinił na twój widok i nie mógł oderwać od ciebie wzroku.
- Nie musiałeś się słuchać siostry, a poza tym Mikael jest tylko przyjacielem i szybciej śliniłby się na widok Amy niż na mój. Blondynki nie są w jego typie.
- Widocznie ostatnio zmienił się jego typ, bo teraz zachowuje sie jak gdyby świata poza tobą nie widział.
- I niby kiedy ty to zaobserwowałeś, panie mądraliński?
- Dzisiaj na obiedzie, Angie.
- Mam na imię Engel a nie Angie, Godzillo.
- Bez różnicy, w każdym razie, cały ten Mikeal leci na ciebie i lepiej żebyś to zrozumiała zanim złamiesz mu serce.
- Niby czemu miałabym łamać mu serce, co? - Zapytałam zdziwiona chociaż miałam nadzieję, że to co mówi Gideon nie jest prawdą.
- Kto wie. - I na tym skończyła sie nasza rozmowa.
W celu zmniejszenia okazji do rozmowy udaliśmy się do pobliskiego parku i usiedliśmy na ławkach stojących na przeciw siebie. Zaczęliśmy zajmować sie swoimi sprawami. On wyjął z kieszeni kurtki telefon wraz ze słuchawkami, a ja z torby, którą miałam przewieszoną przez ramię,. wyciągnęłam mój rysownik oraz mały piórnik, w którym trzymałam najpotrzebniejsze przybory do rysowania.
Na początku nie miałam zielonego pojęcia co mogłabym, narysować, ale potem mnie olśniło. Mogłam narysować cholernie przystojnego i cholernie aroganckiego Gideona, który prawdopodobnie nigdy lepiej nie wyglądał.
Wzięłam sie za rysowanie, a Gideon za siedzenie na ławce i myślenie o niebieskich migdałach, jak sądzę.
Rysowałam Gideona takiego, jakim był teraz. A teraz był stuprocentowo naturalny o odprężony. Nikt mu nie przeszkadzał, nie zawadzał i nie gadał. Miał święty spokój, a ja miałam idealnego modela do mojego rysunku. Siedział jak typowy chłopak,a ręką podpierał podbródek. Była to dla mnie idealna poza do narysowania, bo nigdy takiej nie szkicowałam.
Czas na nowe wyzwania.
Liv
Po piętnastu minutach staliśmy przed znajomo białym domem. Zapukałam do drzwi, lecz nikt nie otworzył, a Gave położył dziewczynę na ławce przy drzwiach i sprawdził jej puls:
-Słabo z nią. Zostało jej co maksymalnie pięć minut życia.- Stwierdził, a ja zaczęłam walić pięścią do drzwi krzycząc:
-Hel, otwieraj! To ja, Liv! Potrze...- Nie zdążyłam dokończyć zdania, a fearie już stał w progu i mnie ściskał
-Wreszcie do mnie wpadłaś słonko!- Tulił mnie do siebie, a ja mu się brutalnie wyrwałam
-Posłuchaj, musisz nam pomóc.- Oznajmiłam i popatrzyłam na leżącą na ławce dziewczyne
-Mhm, rozumiem. Wejdźcie, tylko nie ubrudźcie mi ścian.- Powiedział i otworzył szerzej drzwi.
Gave znów wziął ofiarę trolla na ręce, a gdy już był w środku położył ją na samym środku salonu na podłodze. Trzeba również zaznaczyć, że gdy przechodził przez próg niechcący zahaczył głową o framugę drzwi. Helvete w tym czasie przyniósł swoje medykamenty, po czym rozłożył je na podłodze koło dziewczyny i zaczął ją leczyć. Norweskie fearie były najlepszymi lekarzami jeśli chodzi o ataki trolli, które niezwykle rzadko się zdarzały:
-Da się jeszcze ją uratować? Będzie żyć?- Zapytałam zatroskana
-Nie wiem kwiatuszku. To zależy od niej.- Odparł nie patrząc na mnie
-Jak to od niej?- Zaciekawił się Gave
-Normalnie. Czy jej organizm jest wystarczająco silny lub nie. Po moim zabiegu zapadnie w śpiączkę...
-Jak długą?- Znów zapytałam
-Różnie bywa. Czasami trzeba czekać godzinę, innym razem dwa lata, a nawet całe życie.- Wyjaśnił spokojnie
-Na jaki czas ją oceniasz?- Zadał pytanie Gave
-Wydaje mi się, że coś około miesiąca.- Odparł w zamyśleniu Helvete
-Możemy ją u ciebie zostawić?- Zapytałam
-No nie wiem słońce...- Fearie nie lubiły gościć nieznajomych
-Będę cię często odwiedzać, by sprawdzać czy się nie obudziła...- Zaczęłam
-Ok.- Odparł szybko; cieszył się już na samą myśl, że będę go częściej odwiedzała
-To wy ją sobie tam leczcie, a ja ide na patrol.- Pożegnał się Gave przechodząc przez drzwi wejściowe z nisko opuszczoną głową, aby znów nią nie uderzyć o framugę.
-Czekaj!- Krzyknęłam i pobiegłam za nim rzucając szybkie ,,cześć" dla fearie.
Dogoniłam go po minucie. Strasznie szybko szedł i stawiał długie kroki
-Gdzie ci sie tak śpieszy?- Zapytałam doganiając go
-Po prostu nie cierpię otwartego flirtu.- Mruknął z obrzydzeniem
-O co ci chodzi?- Zapytałam- Przeszkadza ci to, że Helvete się do mnie zaleca?- Doznałam dziwnego uczucia; że niby Gave miałby być zazdrosny?? Nieee, na pewno nie
-Nie do ciebie tylko ogólnie.- Wytłumaczył- Brzydzą mnie tacy ludzie...
-Fearie.-Poprawiłam go
-Wszystko jedno!
-Mhm.- Pomrukiwałam, aż w końcu się przymknął, lecz nie na długo
-Jeść mi się chce.- Poskarżył się i złapał za brzuch
-Jak chcesz możemy wpaść do kawiarenki czy gdzieś.- Zaproponowałam
-A może pójdziemy na chińszczyznę?- Zapytał i pierwszy raz widziałam na jego ustach uśmiech, który nie był złośliwy; popatrzyłam na niego z lekką urazą, lecz się zgodziłam
-Ok. Jak chcesz.
-No to chodź.- Przyspieszył kroku, a ja musiałam za nim truchtać...
Engel
Gideon przez kilkadzieścia minut siedział prawie nieruchomo, jakby spał, albo robił za modela, ale gdyby tak było, zwróciłby mi raczej uwagę albo powiedziałby coś w jego bardzo aroganckim i narcystycznym stylu, a czegos takiego nie zrobił. Przez jakis czas martwiłam sie tym, co mu jest, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że muzyka go uśpiła. Nie przeszkadzało mi to, gdyż mogłam z łatwością odwzorować wszystkie detale na kartce. Ułożenie hipnotyzującego ciała Gideona było bardzo naturalne, co nieczęsto sie zdarzało, gdyż ludzie mający świadomość, że ich rysuję, stawali sie spięci i cały czas sie pytali: czy tak jest dobrze, a ja tylko chciałam rysować to co jest prawdziwe i niesztuczne.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dobiegający z telefonu. Dopiero wtedy zauważyłam, która jest godzina.
- O cholerka, chyba powinniśmy naprawdę poptrolowac teren. - Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał godzine czternastą.
Postanowiłam obudzić drogą Śpiącą Królewnę, która kimała sobie w najlepsze.
- Ej, wstawaj Godzillo. Musimy w końcu odbyć nasz patrol. - Powiedziałam, ale ten ani drgnął. - Wstawaj! - Wrzasnęłam lekko, a wtedy dopiero Królewicz sie obudził.
- I czego się tak drzesz. I bez tego cię słysze doskonale.
- To czemu nie wstałeś?
- Bo chciałem jeszcze po nasłuchiwac twego milutkiego głosu. - Powiedział flirtując.
- Serio? - Zapytałam zdziwiona.
- Nie. - Odparł bardzo poważnie.
Wstał z ławki i otrzepał swój strój, a następnie sie zwrócił do mnie:
- No to chodźmy. - Powiedział dość normalnie jak na niego.
- Okej. - Odparłam i ruszyłam za nim.
Szliśmy długą ulicą, która była prawie pusta. Od czasu do czasu mijały nas nieliczne samochody i przechodnie.
W końcu odezwałam się bo nie potrafiłam wytrzymać długo w ciszy.
- Dlaczego mnie nienawidzisz? - Zapytałam.
- A czemu uważasz, że cie nienawidzę? - Uzyskałam nikłą odpowiedź.
- Bo cały czas zachowujesz sie jakbyś był na mnie zły, a nawet mnie nie znasz, więc od razu nasuwa mi się myśl, że albo mnie nienawidzisz albo jestem najgorszą osobą naświecie.
- Serio? Tak sobie pomyślałaś? - Powiedział z niedowierzenuiem.
- No... tak.
- Nie nienawidze cię, ale nie ufam ci wystarczająco. - Powiedział bez namysłu.
- Wystarczająco na co?
- Wystarczająco aby uwierzyć, że jesteś świadoma co nas czeka, wystarczająco, aby powierzyć ci moje życie, wystarczająco aby zaakceptować ciebie.
- Acha. - Jego odpowiedź jeszcze bardziej mnie przygnębiła, ale przynajmniej wiedziałam na czym stoję i co on o mnie myśli.
- Dobra, koniec tematu. Może po prostu zajmijmy się tym, co musimy zrobić, a potem sie pozastanawiamy nad naszym partnerstwem. - Odrzekł poważnie, juz nie narcystycznie.
- W porządku.
Komentarze
Prześlij komentarz