Rozdział 7
Liv
Po tym, jak Banshee w końcu zniknęła, zostałam z moim partnerem sam na sam, w samym środku nocy i w dodatku na opustoszałej ulicy. Popatrzyłam się na niego i oceniłam, że sama nie dam rady przytachać go do Instytutu. Zapewne osiemdziesiąt kilogramów żywej wagi i ponad dwa metry wzrostu, kontra płaska pół Japonka o wzroście ledwo metr sześćdziesiąt... Zaczęłam chodzić dookoła nieprzytomnego Gave i myśleć, co powinnam zrobić. Miałam do wyboru kilka możliwości: zadzwonić do Mikaela, do Hela, do Engel lub w ostateczności do szefa instytutu. Za najbardziej rozsądny wybór uznałam Mikaela, ponieważ był wysoki i umięśniony, przy czym swoją budową ciała przypominał Gave'a. Wyciągnęłam telefon i napisałam mu sms'a: ''Tu Liv, potrzebuję twojej pomocy. Jestem na...", szybko spojrzałam na nazwę ulicy, po czym dokończyłam swoją wiadomość. Odczekałam kilka minut, lecz Mikael długo nie odpisywał, więc zadzwoniłam do niego. Jedyne co mi odpowiedziało to kobieta informująca, że abonent jest tymczasowo niedostępny, co oznaczało, że jego komórka jest rozładowana:
-Świetnie.- Mruknęłam do siebie pod nosem- I co ja mam teraz z tobą zrobić?- Zadałam pytanie, na które nie oczekiwałam, że otrzymam odpowiedź
-Możesz równie dobrze się obok mnie położyć.- Dostałam propozycję od Gave'a
-Ty idioto!- Wrzasnęłam i byłam gotowa go udusić, a on uśmiechał się głupkowato- Jak?! Powinieneś być ogłuszony przez co najmniej trzy godziny!
-Powinienem, ale nie jestem.- Powoli wstał z chodnika i otrzepał swoją kurtkę- Kiedy byłem młody, ojciec mnie hartował i w końcu widzę efekty.- Zamilkł na chwilę i zapatrzył się we mnie- A ty? Powinnaś już nie żyć.- Stwierdził
-To dosyć skomplikowane.- Rzekłam wymijająco i wpatrzyłam się w ziemię
-Ja mam czas.- Zapewnił mnie, po czym pchnął na najbliższą ścianę i oparł się o nią tak, że nie miałam drogi ucieczki, a jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej. Czułam na swoim policzku jego ciepły i regularny oddech. Spuściłam głowę jeszcze niżej i zacisnęłam dłonie w pięści. Nie lubiłam, gdy ktoś za nadto naruszał moją przestrzeń osobistą, przytłaczało mnie to i powodowało dyskomfort:
-Odsuń się.- Szepnęłam, a on jeszcze bardziej przybliżył się do mnie i mi odszepnął
-Nie zrobię tego.- Zadeklarował z uporem- Póki mi nie powiesz, czemu nadal żyjesz.- Dosłownie zostałam przyparta do ściany. Nie chciałam mu opowiadać pewnych rzeczy, które wolałam zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Postanowiłam zrobić coś, czego zazwyczaj nigdy nie robię. Zaczęłam głęboko oddychać, przy czym wciągałam powietrze nosem, a wypuszczałam ustami. Po doliczeniu się do trzydziestu szybko podniosłam głowę do góry, a zamiast twarzy Gave'a ujrzałam ciemność...
Kiedy się już obudziłam, leżałam w swoim pokoju, a po delikatnym chłodzie skapnęłam się, że jest koło trzeciej w nocy. Moja próba wywołania omdlenia powiodła się, a co za tym idzie uniknęłam odpowiedzi na jego niwygodne pytanie. Wiedziałam, że prędzej czy później będzie mnie męczył odnośnie tego tematu, więc na chwilę obecną planowałam go unikać. Leżałam w swoim łóżku i wpatrywałam się w sufit. ,,Ważne, żeby nie natknąć się na Gave'a", powtarzałam to sobie i nagle coś przyszło mi do głowy. Zerwałam się z łóżka i spojrzałam na swój ubiór. Miałam na sobie długą koszulę nocną, a pod nią tylko i wyłącznie bieliznę. Zaczerwieniłam się po korzonki włosów. Zarówno ze złości, jak i ze wstydu. Wybiegłam z pokoju, wcześniej podnosząc katanę z podłogi, i skierowałam się do pokoju tej łajzy. Prawie wyważyłam drzwi. Kiedy tylko wkroczyłam do pokoju, dostrzegłam ciemny kształt na rozległym łożu. Wyciągnęłam z pochwy ostrze i skierowałam je na śpiącego chłopaka. Stałam tak kilka sekund, lecz po chwili ruszyłam na niego. Już miałam zatopić ostrze w jego brzuchu, gdy nagle przewrócił się na drugi bok i mnie obezwładnił, powalając i przygniatając swoim ciałem do podłogi:
-Puszczaj!- Wrzasnęłam, szarpiąc się- Puść mnie, ty zboczeńcu!
-O czym ty gadasz?!- Odwrzasnął przyszpilając moje dłonie do ziemi
-Rozebrałeś mnie i ubrałeś w jakąś koszulę nocną!- W moich oczach błysnęły łzy, wymieszane ze złością
-I co z tego? Miałaś spać w ubraniach? A poza tym nie było nawet na co popatrzeć.- Jego twarz przybrała wyraz rozbawienia
-Ty świnio! Nie wybaczę ci tego!- Krzyknęłam, a w drzwiach zdążyła pojawić się grupka łowców, w tym Engel ze swoim partnerem
-Co tu się dzieje?- Zapytał Mikael, a wzrok wszystkich skierował się właśnie na niego; już miałam mu odpowiedzieć, gdy Gave przytknął dłoń do moich ust i mnie pocałował. To znaczy pocałował swoją dłoń, pod którą znajdowały się moje usta. Wszystkie dziewczęta zapiszczały, a chłopcy zaczęli się śmiać. Teraz byłam gotowa, dosłownie, go zabić. Moja twarz zrobiła się prawie purpurowa. Chciałam go skrzywdzić. W odwecie spojrzałam mu w oczy, a wtedy moja vendetta nadeszła, tylko nie wiedziałam, że odbędzie się właśnie w taki sposób. Zaczęły pojawiać się obrazy. Na początku przelatywały z ogromną prędkością, że nawet nie zdążyłam ich odczytać, aż w końcu zwolniły i ukazały swoją zawartość. Gave stał po środku ciemnego korytarza. Rozglądał się zdezorientowany dookoła, a po chwili zaczął biec. Coś go goniło, tylko nie wiedziałam co. Uciekał, a to coś bezlitośnie go doganiało. Przed sobą ujrzał drzwi, które kilka sekund później wyważył. Po ich drugiej stronie panowała jasność- biała sala. Wszystko tam było białe: ściany, podłoga, sufit. Przebiegł na drugi koniec sali i spojrzał na drzwi, przez które wbiegł. Wyglądało na to, że owa istota bała się światła. Poczułam bezpieczeństwo. Zmęczony biegiem, usiadł na podłodze, a wtedy z ciemności wyłoniła się okropna bestia. Kształtem przypominała dwumetrowego psa w zaawansowanym rozkładzie, przy czym można było podziwiać jego żebra oraz czaszkę, bez jakiejkolwiek skóry. Bestia skoczyła na Gave'a, a wtedy wizja się skończyła.
Moja mina była niczym, w porównaniu do miny chłopaka. Był blady jak trup, a jego ręce drżały. Przyznaję, nie o taką formę kary mi chodziło...
Engel
Jak tylko się obudziłam, obok mnie nie było Gideona, ale pozostało wygrzane miejsce w łóżku,a także odgłos lejącej się wody spod prysznica. Mogłam się domyślić, że się kąpie, bo na pewno nie podoba mu się zapach damskich perfum w połączeniu z potem i nocą. Z racji, że siedział w łazience, a moje ciuchy nie pachniały najlepiej, a nie chciałam wyjść bez słowa, to rozejrzałam się po pokoju i znalazłam jakąś świeżą koszulkę mego partnera, więc ubrałam ją na siebie Nie powinien się za to obrazić, z racji że uratowałam mu życie, a poza tym jestem jego dziewczyną. Kiedyś może mu ją oddam, bo za dobrze w niej wyglądałam...
W jednej chwili usłyszałam hałas i podniesiony głos Liv, co znaczyło, że Gave coś przeskrobał. Gid tak się wystraszył, że wylazł na wpół nagi z łazienki tylko w dresach, a po jego torsie spływały jeszcze kropelki wody. Poszliśmy zobaczyć co konkretnego się dzieje. Gdy znaleźliśmy się na miejscu tłum już się zebrał i obserwował relacje z całej tej sytuacji, w której środku była moja przyjaciółka i koleś, który non stop ją irytował, a przynajmniej tak mówiła. Gdy udało mi się dotrzeć na przody zgromadzenia dostrzegłam Gave'a całującego swoją dłoń, która znajdowała się na ustach mej znajomej. Nie trzeba było długo czekać, aż Liv odsunie się oparzona i uderzy z liścia policzek chłopaka. Było to do przewidzenia...
Gdy tylko cale zbiegowisko się rozeszło nagle usłyszałam obok siebie:
- Czy ty masz na sobie moją koszulkę?
- Niee, skądże. - Powiedziała z sarkazmem i próbowałam się nie śmiać.
- To dobrze. Pasuje ci. - To był pierwszy komplement jaki wyszedł z jego ust w moja stronę.
- Dzięki. - Aż się zarumieniłam.
- Widzimy się później. - Rzucił przez ramię jak już odchodził.
- Mhmm. - Wymruczałam pod nosem.
Jak tylko mój nowy kolega do bicia odszedł, znalazłam się przy mojej przyjaciółce, która poleciała sprintem do łazienki, aby obmyć twarz. Była smutna, upokorzona ale i wkurzona jak nigdy.
- Ej, wszystko w porządku?
- Udusiłabym go własnymi rękoma.
- Czyli w porządku. Chcesz o tym pogadać?
- Może później, ale teraz muszę coś zjeść.
- Co ty na to, żebyśmy zrobiły ciacho?
- Świetny pomysł. Przynajmniej oderwę się od myślenia o tym, co właśnie zaszło.
- No to lecim do kuchni.
Gdy tylko znalazłyśmy się w kuchni, odszukałam przepis na murzynka z którego i tak zamierzałam zrobić białego murzynka
Liv
Razem z Engel zaczęłyśmy robić ciasto, które osobiście uwielbiałam. Byłam tak zła, a za razem rozdygotana tamtą wizją, że nawet nie wiedziałam, że można się tak czuć. Pomyślałam, że Gave będzie mnie unikał przez kilka najbliższych dni, co w sumie było mi na rękę. Również nie chciałam oglądać jego szpetnej twarzy, którą do tej pory miałam przed oczami. Skradł mi już dosłownie zbyt wiele pocałunków, które były zarezerwowane dla osoby dla mnie najważniejszej, której jeszcze nie poznałam. Gdy opychałyśmy się ciastem, na chwilę zapomniałam o istniejącym świecie i delektowałam się smakiem przepysznego ciasta. Cudowny zapach zwabił do kuchni bliźniaków, Mikaela oraz Gideona, którzy domagali się swojej racji, lecz Engel stanowczo im odmówiła i kazała opuścić nasz teren. Wycofali się, widząc w jak podłym nastroju jestem. Byłam wdzięczna mojej parabatai, że ich wygoniła. Teraz potrzebowałam przy sobie tylko przyjaciółki i tony cukru. Kiedy pochłonęłyśmy całe ciasto, ruszyłyśmy do jej pokoju, gdzie pożyczyła mi jedną ze swoich piżam. Nie chciałam wracać do siebie. Miałam swego rodzaju obawę, że ON może wrócić i Anioł wie co chcieć zrobić. Engel nie miała z tym problemu. Bardzo się cieszyła na wieść, że będzie mogła ze mną spać. Nie żeby coś... Po prostu lubiła sie do kogoś tulić, a przy chłopakach bała się ukazać swojej prawdziwej natury. Uwielbiała mnie ściskać, a ja nie miałam nic przeciwko, póki było mi wygodnie, albo nie dotykała moich piersi, których jak już powszechnie wiadomo ,,nie mam".
Położyłyśmy się obok siebie, ale ani mi, ani Engel nie chciało się spać, więc zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Były to inne tematy niż chłopcy, na przykład: wypad na wspólne zakupy, nowe książki, nowe style walki, nowe trendy modowe lub nowe przepisy do wypróbowania w najbliższym czasie.
Około czwartej w nocy w końcu zrobiłyśmy się senne, więc Engel włączyła na słuchawkach piosenki, które obie uwielbiałyśmy i znałyśmy. Ja dostała lewą słuchawkę, a ona prawą. Pierwszą piosenką na liście był utwór Mans'a Zalmerlow'a ,,Brother Oh Brother", później ,,On My Own" Ashes Remain, a na koniec The Rasmous ,,In The Shadows". Zasnęłam pierwsza, bo Engel szturchała moje ramię z zapytaniem czy już śpię. Odpowiedziałam jej twierdząco i dalej powróciłam do snu, a ona przytuliła się do mnie i również zapadła w sen. Czułam ciepło bijące od jej ciała. Znałam to ciepło, bo kiedy byłyśmy małe, spałyśmy ze sobą, bo bałam się ciemności, a do Gabriela nie chciałam chodzić, chociaż od zawsze miałam przeczucie, że jest dla mnie jak ojciec, a Engel i Mikael jak kochające rodzeństwo, za które oddałabym życie. Spałam jak zabita, dopóki około piątej ktoś zapukał do drzwi...:
-Otworzę.- Engel powoli wygramoliła sie z łóżka
-Czekaj.- Zatrzymałam ją- Czy to nie dziwne, że ktoś puka tak późno?- Zapytałam podejrzliwie
-Może potrzebują mnie, albo ciebie, albo nas obie, bo na mieście jest niespokojnie?- Odparła, a moje wątpliwości na chwilę się rozwiały, lecz z tyłu głowy nadal coś mi mówiło, że to nie jest dobry pomysł. Nakryłam się kołdrą na głowę i udawałam, że mnie nie ma, a Engel otworzyła drzwi:
-Wybacz, że tak późno.- Zagadnął męski głos, który należał do osobnika płci męskiej i nie dopuścił Engel do głosu- Ale to ważne.- Usłyszałam kroki, które niemiłosiernie szybko zbliżały się do mnie
-Zaczekaj!- Krzyknęła Engel, a ja zostałam pozbawiona kołdry. W jednej chwili jakaś czarna plama zręcznie wsunęła swoje duże i ciepłe ręce pod moje plecy i mnie uniosła.
-Zostaw mnie!- Waliłam pięściami w plecy osobnika, gdyż zdołał mnie przełożyć sobie przez ramię
-Puść ją!- Engel trzymała przed sobą ostrze miecza i celowała w intruza
-Jest moja.- Oznajmił głos i ruszył do drzwi. Engel ruszyła za nim, lecz nagle jej miecz stał się niemożliwie ciężki i opadł z brzękiem na podłogę. Udało mi się dojrzeć, jak próbuje go podnieść, lecz bezskutecznie. Był jak przyklejony do podłogi:
-Gdzie mnie zabierasz?!- Zapytałam niczego nie rozumiejąc i starając się oswobodzić
-Nie wierć się Liv, bo spadniesz.- Ostrzegł mnie głos, który znałam aż za dobrze
-Nie dość, że mnie rozbierasz, później obrażasz, a na koniec całujesz, to jeszcze porywasz! Jesteś niemożliwy!- Skarciłam go, a on w tym czasie wszedł do swojego pokoju i rzucił mnie na swoje łóżko- Nie... Tylko nie...- Zaczęłam, ale mi przerwał
-Nawet o tym nie myśl!- Zabronił mi kończyć Gave- Nie mam zamiaru...- Zawiesił się na chwilę- Robić z tobą TYCH rzeczy. - Zapewnił, ale ja nie wyzbyłam się poczucia zagrożenia
-Skoro tak, to czego chcesz?- Zapytałam przesuwając się na drugą stronę łóżka
-Porozmawiać.- Odparł krótko i usiadł w miejscu, z którego się przed chwilą przemieściłam; wydawał się zakłopotany i zażenowany jednocześnie- Źle mi z tym wszystkim...
-Źle ci dlatego, że ci to pokazałam?- Zadałam mu pytanie z lekką obawą i poczuciem winy
-To akurat nie. Bardziej przeszkadza mi to, że myślisz o mnie jak o jakimś pedofilu i zboczeńcu.- Nie spodziewałam się, że coś takiego może mu przeszkadzać
-A jak mam o tobie myśleć!?- Zaprotestowałam wojowniczo
-Jak o złodzieju. Jak o kimś złym.- Zbliżył się do mnie- Jako o...
-Jak o kimś, kto mnie porwał z pokoju mojej parabatai o piątej w nocy?
-Cholera, to nie brzmi dobrze.- Odsunął się ode mnie- Po prostu chcę, żebyś mnie pokochała.- Przeczesał włosy swoją dużą dłonią i po chwili ponownie zbliżył sie do mnie, a ja oszołomiona tym wyznaniem ledwo zauważyłam, kiedy zaczął całować moje usta...
Po tym, jak Banshee w końcu zniknęła, zostałam z moim partnerem sam na sam, w samym środku nocy i w dodatku na opustoszałej ulicy. Popatrzyłam się na niego i oceniłam, że sama nie dam rady przytachać go do Instytutu. Zapewne osiemdziesiąt kilogramów żywej wagi i ponad dwa metry wzrostu, kontra płaska pół Japonka o wzroście ledwo metr sześćdziesiąt... Zaczęłam chodzić dookoła nieprzytomnego Gave i myśleć, co powinnam zrobić. Miałam do wyboru kilka możliwości: zadzwonić do Mikaela, do Hela, do Engel lub w ostateczności do szefa instytutu. Za najbardziej rozsądny wybór uznałam Mikaela, ponieważ był wysoki i umięśniony, przy czym swoją budową ciała przypominał Gave'a. Wyciągnęłam telefon i napisałam mu sms'a: ''Tu Liv, potrzebuję twojej pomocy. Jestem na...", szybko spojrzałam na nazwę ulicy, po czym dokończyłam swoją wiadomość. Odczekałam kilka minut, lecz Mikael długo nie odpisywał, więc zadzwoniłam do niego. Jedyne co mi odpowiedziało to kobieta informująca, że abonent jest tymczasowo niedostępny, co oznaczało, że jego komórka jest rozładowana:
-Świetnie.- Mruknęłam do siebie pod nosem- I co ja mam teraz z tobą zrobić?- Zadałam pytanie, na które nie oczekiwałam, że otrzymam odpowiedź
-Możesz równie dobrze się obok mnie położyć.- Dostałam propozycję od Gave'a
-Ty idioto!- Wrzasnęłam i byłam gotowa go udusić, a on uśmiechał się głupkowato- Jak?! Powinieneś być ogłuszony przez co najmniej trzy godziny!
-Powinienem, ale nie jestem.- Powoli wstał z chodnika i otrzepał swoją kurtkę- Kiedy byłem młody, ojciec mnie hartował i w końcu widzę efekty.- Zamilkł na chwilę i zapatrzył się we mnie- A ty? Powinnaś już nie żyć.- Stwierdził
-To dosyć skomplikowane.- Rzekłam wymijająco i wpatrzyłam się w ziemię
-Ja mam czas.- Zapewnił mnie, po czym pchnął na najbliższą ścianę i oparł się o nią tak, że nie miałam drogi ucieczki, a jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej. Czułam na swoim policzku jego ciepły i regularny oddech. Spuściłam głowę jeszcze niżej i zacisnęłam dłonie w pięści. Nie lubiłam, gdy ktoś za nadto naruszał moją przestrzeń osobistą, przytłaczało mnie to i powodowało dyskomfort:
-Odsuń się.- Szepnęłam, a on jeszcze bardziej przybliżył się do mnie i mi odszepnął
-Nie zrobię tego.- Zadeklarował z uporem- Póki mi nie powiesz, czemu nadal żyjesz.- Dosłownie zostałam przyparta do ściany. Nie chciałam mu opowiadać pewnych rzeczy, które wolałam zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Postanowiłam zrobić coś, czego zazwyczaj nigdy nie robię. Zaczęłam głęboko oddychać, przy czym wciągałam powietrze nosem, a wypuszczałam ustami. Po doliczeniu się do trzydziestu szybko podniosłam głowę do góry, a zamiast twarzy Gave'a ujrzałam ciemność...
Kiedy się już obudziłam, leżałam w swoim pokoju, a po delikatnym chłodzie skapnęłam się, że jest koło trzeciej w nocy. Moja próba wywołania omdlenia powiodła się, a co za tym idzie uniknęłam odpowiedzi na jego niwygodne pytanie. Wiedziałam, że prędzej czy później będzie mnie męczył odnośnie tego tematu, więc na chwilę obecną planowałam go unikać. Leżałam w swoim łóżku i wpatrywałam się w sufit. ,,Ważne, żeby nie natknąć się na Gave'a", powtarzałam to sobie i nagle coś przyszło mi do głowy. Zerwałam się z łóżka i spojrzałam na swój ubiór. Miałam na sobie długą koszulę nocną, a pod nią tylko i wyłącznie bieliznę. Zaczerwieniłam się po korzonki włosów. Zarówno ze złości, jak i ze wstydu. Wybiegłam z pokoju, wcześniej podnosząc katanę z podłogi, i skierowałam się do pokoju tej łajzy. Prawie wyważyłam drzwi. Kiedy tylko wkroczyłam do pokoju, dostrzegłam ciemny kształt na rozległym łożu. Wyciągnęłam z pochwy ostrze i skierowałam je na śpiącego chłopaka. Stałam tak kilka sekund, lecz po chwili ruszyłam na niego. Już miałam zatopić ostrze w jego brzuchu, gdy nagle przewrócił się na drugi bok i mnie obezwładnił, powalając i przygniatając swoim ciałem do podłogi:
-Puszczaj!- Wrzasnęłam, szarpiąc się- Puść mnie, ty zboczeńcu!
-O czym ty gadasz?!- Odwrzasnął przyszpilając moje dłonie do ziemi
-Rozebrałeś mnie i ubrałeś w jakąś koszulę nocną!- W moich oczach błysnęły łzy, wymieszane ze złością
-I co z tego? Miałaś spać w ubraniach? A poza tym nie było nawet na co popatrzeć.- Jego twarz przybrała wyraz rozbawienia
-Ty świnio! Nie wybaczę ci tego!- Krzyknęłam, a w drzwiach zdążyła pojawić się grupka łowców, w tym Engel ze swoim partnerem
-Co tu się dzieje?- Zapytał Mikael, a wzrok wszystkich skierował się właśnie na niego; już miałam mu odpowiedzieć, gdy Gave przytknął dłoń do moich ust i mnie pocałował. To znaczy pocałował swoją dłoń, pod którą znajdowały się moje usta. Wszystkie dziewczęta zapiszczały, a chłopcy zaczęli się śmiać. Teraz byłam gotowa, dosłownie, go zabić. Moja twarz zrobiła się prawie purpurowa. Chciałam go skrzywdzić. W odwecie spojrzałam mu w oczy, a wtedy moja vendetta nadeszła, tylko nie wiedziałam, że odbędzie się właśnie w taki sposób. Zaczęły pojawiać się obrazy. Na początku przelatywały z ogromną prędkością, że nawet nie zdążyłam ich odczytać, aż w końcu zwolniły i ukazały swoją zawartość. Gave stał po środku ciemnego korytarza. Rozglądał się zdezorientowany dookoła, a po chwili zaczął biec. Coś go goniło, tylko nie wiedziałam co. Uciekał, a to coś bezlitośnie go doganiało. Przed sobą ujrzał drzwi, które kilka sekund później wyważył. Po ich drugiej stronie panowała jasność- biała sala. Wszystko tam było białe: ściany, podłoga, sufit. Przebiegł na drugi koniec sali i spojrzał na drzwi, przez które wbiegł. Wyglądało na to, że owa istota bała się światła. Poczułam bezpieczeństwo. Zmęczony biegiem, usiadł na podłodze, a wtedy z ciemności wyłoniła się okropna bestia. Kształtem przypominała dwumetrowego psa w zaawansowanym rozkładzie, przy czym można było podziwiać jego żebra oraz czaszkę, bez jakiejkolwiek skóry. Bestia skoczyła na Gave'a, a wtedy wizja się skończyła.
Moja mina była niczym, w porównaniu do miny chłopaka. Był blady jak trup, a jego ręce drżały. Przyznaję, nie o taką formę kary mi chodziło...
Engel
Jak tylko się obudziłam, obok mnie nie było Gideona, ale pozostało wygrzane miejsce w łóżku,a także odgłos lejącej się wody spod prysznica. Mogłam się domyślić, że się kąpie, bo na pewno nie podoba mu się zapach damskich perfum w połączeniu z potem i nocą. Z racji, że siedział w łazience, a moje ciuchy nie pachniały najlepiej, a nie chciałam wyjść bez słowa, to rozejrzałam się po pokoju i znalazłam jakąś świeżą koszulkę mego partnera, więc ubrałam ją na siebie Nie powinien się za to obrazić, z racji że uratowałam mu życie, a poza tym jestem jego dziewczyną. Kiedyś może mu ją oddam, bo za dobrze w niej wyglądałam...
W jednej chwili usłyszałam hałas i podniesiony głos Liv, co znaczyło, że Gave coś przeskrobał. Gid tak się wystraszył, że wylazł na wpół nagi z łazienki tylko w dresach, a po jego torsie spływały jeszcze kropelki wody. Poszliśmy zobaczyć co konkretnego się dzieje. Gdy znaleźliśmy się na miejscu tłum już się zebrał i obserwował relacje z całej tej sytuacji, w której środku była moja przyjaciółka i koleś, który non stop ją irytował, a przynajmniej tak mówiła. Gdy udało mi się dotrzeć na przody zgromadzenia dostrzegłam Gave'a całującego swoją dłoń, która znajdowała się na ustach mej znajomej. Nie trzeba było długo czekać, aż Liv odsunie się oparzona i uderzy z liścia policzek chłopaka. Było to do przewidzenia...
Gdy tylko cale zbiegowisko się rozeszło nagle usłyszałam obok siebie:
- Czy ty masz na sobie moją koszulkę?
- Niee, skądże. - Powiedziała z sarkazmem i próbowałam się nie śmiać.
- To dobrze. Pasuje ci. - To był pierwszy komplement jaki wyszedł z jego ust w moja stronę.
- Dzięki. - Aż się zarumieniłam.
- Widzimy się później. - Rzucił przez ramię jak już odchodził.
- Mhmm. - Wymruczałam pod nosem.
Jak tylko mój nowy kolega do bicia odszedł, znalazłam się przy mojej przyjaciółce, która poleciała sprintem do łazienki, aby obmyć twarz. Była smutna, upokorzona ale i wkurzona jak nigdy.
- Ej, wszystko w porządku?
- Udusiłabym go własnymi rękoma.
- Czyli w porządku. Chcesz o tym pogadać?
- Może później, ale teraz muszę coś zjeść.
- Co ty na to, żebyśmy zrobiły ciacho?
- Świetny pomysł. Przynajmniej oderwę się od myślenia o tym, co właśnie zaszło.
- No to lecim do kuchni.
Gdy tylko znalazłyśmy się w kuchni, odszukałam przepis na murzynka z którego i tak zamierzałam zrobić białego murzynka
Liv
Razem z Engel zaczęłyśmy robić ciasto, które osobiście uwielbiałam. Byłam tak zła, a za razem rozdygotana tamtą wizją, że nawet nie wiedziałam, że można się tak czuć. Pomyślałam, że Gave będzie mnie unikał przez kilka najbliższych dni, co w sumie było mi na rękę. Również nie chciałam oglądać jego szpetnej twarzy, którą do tej pory miałam przed oczami. Skradł mi już dosłownie zbyt wiele pocałunków, które były zarezerwowane dla osoby dla mnie najważniejszej, której jeszcze nie poznałam. Gdy opychałyśmy się ciastem, na chwilę zapomniałam o istniejącym świecie i delektowałam się smakiem przepysznego ciasta. Cudowny zapach zwabił do kuchni bliźniaków, Mikaela oraz Gideona, którzy domagali się swojej racji, lecz Engel stanowczo im odmówiła i kazała opuścić nasz teren. Wycofali się, widząc w jak podłym nastroju jestem. Byłam wdzięczna mojej parabatai, że ich wygoniła. Teraz potrzebowałam przy sobie tylko przyjaciółki i tony cukru. Kiedy pochłonęłyśmy całe ciasto, ruszyłyśmy do jej pokoju, gdzie pożyczyła mi jedną ze swoich piżam. Nie chciałam wracać do siebie. Miałam swego rodzaju obawę, że ON może wrócić i Anioł wie co chcieć zrobić. Engel nie miała z tym problemu. Bardzo się cieszyła na wieść, że będzie mogła ze mną spać. Nie żeby coś... Po prostu lubiła sie do kogoś tulić, a przy chłopakach bała się ukazać swojej prawdziwej natury. Uwielbiała mnie ściskać, a ja nie miałam nic przeciwko, póki było mi wygodnie, albo nie dotykała moich piersi, których jak już powszechnie wiadomo ,,nie mam".
Położyłyśmy się obok siebie, ale ani mi, ani Engel nie chciało się spać, więc zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Były to inne tematy niż chłopcy, na przykład: wypad na wspólne zakupy, nowe książki, nowe style walki, nowe trendy modowe lub nowe przepisy do wypróbowania w najbliższym czasie.
Około czwartej w nocy w końcu zrobiłyśmy się senne, więc Engel włączyła na słuchawkach piosenki, które obie uwielbiałyśmy i znałyśmy. Ja dostała lewą słuchawkę, a ona prawą. Pierwszą piosenką na liście był utwór Mans'a Zalmerlow'a ,,Brother Oh Brother", później ,,On My Own" Ashes Remain, a na koniec The Rasmous ,,In The Shadows". Zasnęłam pierwsza, bo Engel szturchała moje ramię z zapytaniem czy już śpię. Odpowiedziałam jej twierdząco i dalej powróciłam do snu, a ona przytuliła się do mnie i również zapadła w sen. Czułam ciepło bijące od jej ciała. Znałam to ciepło, bo kiedy byłyśmy małe, spałyśmy ze sobą, bo bałam się ciemności, a do Gabriela nie chciałam chodzić, chociaż od zawsze miałam przeczucie, że jest dla mnie jak ojciec, a Engel i Mikael jak kochające rodzeństwo, za które oddałabym życie. Spałam jak zabita, dopóki około piątej ktoś zapukał do drzwi...:
-Otworzę.- Engel powoli wygramoliła sie z łóżka
-Czekaj.- Zatrzymałam ją- Czy to nie dziwne, że ktoś puka tak późno?- Zapytałam podejrzliwie
-Może potrzebują mnie, albo ciebie, albo nas obie, bo na mieście jest niespokojnie?- Odparła, a moje wątpliwości na chwilę się rozwiały, lecz z tyłu głowy nadal coś mi mówiło, że to nie jest dobry pomysł. Nakryłam się kołdrą na głowę i udawałam, że mnie nie ma, a Engel otworzyła drzwi:
-Wybacz, że tak późno.- Zagadnął męski głos, który należał do osobnika płci męskiej i nie dopuścił Engel do głosu- Ale to ważne.- Usłyszałam kroki, które niemiłosiernie szybko zbliżały się do mnie
-Zaczekaj!- Krzyknęła Engel, a ja zostałam pozbawiona kołdry. W jednej chwili jakaś czarna plama zręcznie wsunęła swoje duże i ciepłe ręce pod moje plecy i mnie uniosła.
-Zostaw mnie!- Waliłam pięściami w plecy osobnika, gdyż zdołał mnie przełożyć sobie przez ramię
-Puść ją!- Engel trzymała przed sobą ostrze miecza i celowała w intruza
-Jest moja.- Oznajmił głos i ruszył do drzwi. Engel ruszyła za nim, lecz nagle jej miecz stał się niemożliwie ciężki i opadł z brzękiem na podłogę. Udało mi się dojrzeć, jak próbuje go podnieść, lecz bezskutecznie. Był jak przyklejony do podłogi:
-Gdzie mnie zabierasz?!- Zapytałam niczego nie rozumiejąc i starając się oswobodzić
-Nie wierć się Liv, bo spadniesz.- Ostrzegł mnie głos, który znałam aż za dobrze
-Nie dość, że mnie rozbierasz, później obrażasz, a na koniec całujesz, to jeszcze porywasz! Jesteś niemożliwy!- Skarciłam go, a on w tym czasie wszedł do swojego pokoju i rzucił mnie na swoje łóżko- Nie... Tylko nie...- Zaczęłam, ale mi przerwał
-Nawet o tym nie myśl!- Zabronił mi kończyć Gave- Nie mam zamiaru...- Zawiesił się na chwilę- Robić z tobą TYCH rzeczy. - Zapewnił, ale ja nie wyzbyłam się poczucia zagrożenia
-Skoro tak, to czego chcesz?- Zapytałam przesuwając się na drugą stronę łóżka
-Porozmawiać.- Odparł krótko i usiadł w miejscu, z którego się przed chwilą przemieściłam; wydawał się zakłopotany i zażenowany jednocześnie- Źle mi z tym wszystkim...
-Źle ci dlatego, że ci to pokazałam?- Zadałam mu pytanie z lekką obawą i poczuciem winy
-To akurat nie. Bardziej przeszkadza mi to, że myślisz o mnie jak o jakimś pedofilu i zboczeńcu.- Nie spodziewałam się, że coś takiego może mu przeszkadzać
-A jak mam o tobie myśleć!?- Zaprotestowałam wojowniczo
-Jak o złodzieju. Jak o kimś złym.- Zbliżył się do mnie- Jako o...
-Jak o kimś, kto mnie porwał z pokoju mojej parabatai o piątej w nocy?
-Cholera, to nie brzmi dobrze.- Odsunął się ode mnie- Po prostu chcę, żebyś mnie pokochała.- Przeczesał włosy swoją dużą dłonią i po chwili ponownie zbliżył sie do mnie, a ja oszołomiona tym wyznaniem ledwo zauważyłam, kiedy zaczął całować moje usta...
Komentarze
Prześlij komentarz