Rozdział 10
Liv
Gdy tak trwaliśmy w ciszy, w mej głowie kłębiło się tysiąc myśli: Jorden, patrzenie w przeszłość, zmarły wuj, wnerwiony Gave, bolące stopy...
Dosyć niezgrabnym ruchem zrzuciłam szpilki ze stóp i odetchnęłam:
-Co ty robisz?- Zapytał ,,piękniś", patrząc na mnie jak na idiotkę
-Zdejmuję buty.- Oznajmiłam- Znasz Jordena.- Stwierdziłam
-Po czym to poznałaś?
-Wiedziałeś, że jego wuj jest... martwy od jakiegoś czasu.- Zauważyłam
-Masz rację.- Zgodził się- Wiem o tym, ponieważ wuj Jordena prowadził plantacje tabaki.
-Tabaki?! W Norwegii?!- Nie dowierzałam, ponieważ po pierwsze: ciężko było wyhodować tabakę w takich warunkach, a po drugie: hodowla tego typu rośliny była w Norwegii zakazana
-Z małą pomocą elfów. Ale mniejsza o to. W dosyć nietypowy sposób zginął, więc o to chyba mu chodzi.- Zamyślił się
-Może i tak, ale skąd wie o darze?
-Jorden wie wiele rzeczy, tak jak to Fearie.- Skwitował- Chodźmy.
-Dokąd?- Zapytałam taszcząc buty w lewej dłoni
-Na spacer.- Odparł niespodziewanie biorąc mnie na ręce
-Puszczaj mnie!- Krzyknęłam przerażona nagłą zmianą wysokości
-Wolałbym nie.- Sprzeciwił się- No, to idziemy.
-To nie jest spacer!- Zaprotestowałam kurczowo obejmując jego szyję
-Dla mnie tak. A ciebie bolą nogi.
-Ale co z patrolowaniem klubu?!- Próbowałam negocjować
-Poczeka. Musze pooddychać świeżym powietrzem.- Rzekł
-I tak zaraz odpalisz papierosa.- Przewidziałam pomimo daru zaglądania w przeszłość
-No i co?
-To to, że nie mam zamiaru wdychać tego smrodu! I postaw mnie w końcu na ziemie!- Byłam już tak zirytowana, że gotowa byłam trzepnąć go w twarz z liścia
-Nie.- Odparł krótko i jedną ręką wsadził sobie papierosa do ust, którego szybko wyjęłam- Oddawaj.- Nakazał, a ja przycisnęłam swoją ,,zdobycz" do piersi i potrząsnęłam przecząco głową. Westchnął głośno i wyciągnął kolejnego z kieszeni. Umieścił papierosa w swych ustach, a ja znowu go zabrałam. Spodobała mi się ta zabawa. Jedynym minusem było to, że w tym samym momencie, Gave nachylił się i mnie pocałował. Aż mi w piersi zaparło dech. Było to dziwne uczucie, chociaż już powoli zaczęłam się oswajać z myślą, że Gave jest dla mnie kimś więcej niż tylko partnerem do patroli. Gdy się ode mnie odsunął, byłam pewna, że zaraz go spoliczkuję, ale za nami rozległ się głos:
-Nie spodziewałem się, że tak czarująca dziewczyna może być z taką gnidą jak ty, Gave.- Z degustacją w głosie oznajmił Jorden
-Nie twój pieprzony interes.- Fuknął Gave nadal trzymając mnie na rękach- Czego chcesz?
-Odpowiedziałbym to samo, ale potrzebuje tej dziewczyny.- Wskazał na mnie- To jak będzie, słoneczko?
-Kolejny amant się znalazł.- Prychnął chłopak wywracając oczami i stawiając mnie na ziemi- Słuchaj stary. Po pierwsze: te usługi nie są darmowe, a po drugie: już jeden Fearie na nią poluję i nie chcę drugiego do pakietu, czaisz?- Gave niebezpiecznie blisko zbliżył się do Jordena
-Spokojnie, mój przyjacielu...- Uspokajał go Fearie
-Oho, najpierw gnida, a teraz przyjaciel? Chciałbyś.- ,,Piękniś" skrzyżował ręce na piersi
-Ty nie musisz mu pomagać. Sama mogę to zrobić.- Wtrąciłam się- Podejdź.- Nakazałam, a Jorden zbliżył się do mnie- Pamiętaj, to co tutaj zajdzie ma pozostać TYLKO między nami.
-Masz to jak w banku.- Zapewnił, a ja zaczęłam wpatrywać się w jego zielone oczy. Zalała mnie fala obrazów oraz uczucie brodzenia w wodzie. Coś było innego w tych obrazach. Były delikatnie rozmazane i zniekształcone. Nie mogłam prawie niczego z nich rozczytać prócz zarysów postaci i różnych kompozycji barw. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy, a Jorden popatrzył na mnie jednocześnie oniemiały i poirytowany:
-To tylko tyle?- Oburzył się- Nawet niczego nie zobaczyłem!
-Też niczego nie widziałam.- Skrzyżowałam ręce na piersi- Próbujesz mnie oszukać.
-Doprawdy?- Gave zrobił krok do przodu gotowy przywalić Fearie
-Wcale nie.- Sprzeciwił się Jorden z urazą w głosie
-Zamazujesz mi cały obraz i nic nie widzę. A jak ja nic nie widze, to ty też tego nie możesz zobaczyć.- Odparłam patrząc podejrzliwie...
Gdy tak trwaliśmy w ciszy, w mej głowie kłębiło się tysiąc myśli: Jorden, patrzenie w przeszłość, zmarły wuj, wnerwiony Gave, bolące stopy...
Dosyć niezgrabnym ruchem zrzuciłam szpilki ze stóp i odetchnęłam:
-Co ty robisz?- Zapytał ,,piękniś", patrząc na mnie jak na idiotkę
-Zdejmuję buty.- Oznajmiłam- Znasz Jordena.- Stwierdziłam
-Po czym to poznałaś?
-Wiedziałeś, że jego wuj jest... martwy od jakiegoś czasu.- Zauważyłam
-Masz rację.- Zgodził się- Wiem o tym, ponieważ wuj Jordena prowadził plantacje tabaki.
-Tabaki?! W Norwegii?!- Nie dowierzałam, ponieważ po pierwsze: ciężko było wyhodować tabakę w takich warunkach, a po drugie: hodowla tego typu rośliny była w Norwegii zakazana
-Z małą pomocą elfów. Ale mniejsza o to. W dosyć nietypowy sposób zginął, więc o to chyba mu chodzi.- Zamyślił się
-Może i tak, ale skąd wie o darze?
-Jorden wie wiele rzeczy, tak jak to Fearie.- Skwitował- Chodźmy.
-Dokąd?- Zapytałam taszcząc buty w lewej dłoni
-Na spacer.- Odparł niespodziewanie biorąc mnie na ręce
-Puszczaj mnie!- Krzyknęłam przerażona nagłą zmianą wysokości
-Wolałbym nie.- Sprzeciwił się- No, to idziemy.
-To nie jest spacer!- Zaprotestowałam kurczowo obejmując jego szyję
-Dla mnie tak. A ciebie bolą nogi.
-Ale co z patrolowaniem klubu?!- Próbowałam negocjować
-Poczeka. Musze pooddychać świeżym powietrzem.- Rzekł
-I tak zaraz odpalisz papierosa.- Przewidziałam pomimo daru zaglądania w przeszłość
-No i co?
-To to, że nie mam zamiaru wdychać tego smrodu! I postaw mnie w końcu na ziemie!- Byłam już tak zirytowana, że gotowa byłam trzepnąć go w twarz z liścia
-Nie.- Odparł krótko i jedną ręką wsadził sobie papierosa do ust, którego szybko wyjęłam- Oddawaj.- Nakazał, a ja przycisnęłam swoją ,,zdobycz" do piersi i potrząsnęłam przecząco głową. Westchnął głośno i wyciągnął kolejnego z kieszeni. Umieścił papierosa w swych ustach, a ja znowu go zabrałam. Spodobała mi się ta zabawa. Jedynym minusem było to, że w tym samym momencie, Gave nachylił się i mnie pocałował. Aż mi w piersi zaparło dech. Było to dziwne uczucie, chociaż już powoli zaczęłam się oswajać z myślą, że Gave jest dla mnie kimś więcej niż tylko partnerem do patroli. Gdy się ode mnie odsunął, byłam pewna, że zaraz go spoliczkuję, ale za nami rozległ się głos:
-Nie spodziewałem się, że tak czarująca dziewczyna może być z taką gnidą jak ty, Gave.- Z degustacją w głosie oznajmił Jorden
-Nie twój pieprzony interes.- Fuknął Gave nadal trzymając mnie na rękach- Czego chcesz?
-Odpowiedziałbym to samo, ale potrzebuje tej dziewczyny.- Wskazał na mnie- To jak będzie, słoneczko?
-Kolejny amant się znalazł.- Prychnął chłopak wywracając oczami i stawiając mnie na ziemi- Słuchaj stary. Po pierwsze: te usługi nie są darmowe, a po drugie: już jeden Fearie na nią poluję i nie chcę drugiego do pakietu, czaisz?- Gave niebezpiecznie blisko zbliżył się do Jordena
-Spokojnie, mój przyjacielu...- Uspokajał go Fearie
-Oho, najpierw gnida, a teraz przyjaciel? Chciałbyś.- ,,Piękniś" skrzyżował ręce na piersi
-Ty nie musisz mu pomagać. Sama mogę to zrobić.- Wtrąciłam się- Podejdź.- Nakazałam, a Jorden zbliżył się do mnie- Pamiętaj, to co tutaj zajdzie ma pozostać TYLKO między nami.
-Masz to jak w banku.- Zapewnił, a ja zaczęłam wpatrywać się w jego zielone oczy. Zalała mnie fala obrazów oraz uczucie brodzenia w wodzie. Coś było innego w tych obrazach. Były delikatnie rozmazane i zniekształcone. Nie mogłam prawie niczego z nich rozczytać prócz zarysów postaci i różnych kompozycji barw. Przerwałam nasz kontakt wzrokowy, a Jorden popatrzył na mnie jednocześnie oniemiały i poirytowany:
-To tylko tyle?- Oburzył się- Nawet niczego nie zobaczyłem!
-Też niczego nie widziałam.- Skrzyżowałam ręce na piersi- Próbujesz mnie oszukać.
-Doprawdy?- Gave zrobił krok do przodu gotowy przywalić Fearie
-Wcale nie.- Sprzeciwił się Jorden z urazą w głosie
-Zamazujesz mi cały obraz i nic nie widzę. A jak ja nic nie widze, to ty też tego nie możesz zobaczyć.- Odparłam patrząc podejrzliwie...
Engel
Przystaliśmy na propozycję wielkoluda, który okazał się później całkiem spoko gościem, a jego dziewczyna nie była taka zła, jak mi się wydawało, tylko strasznie się kleiła do Gideona i patrzyła na niego łapczywym wzrokiem. Kyle, bo tak miał na imię "mięśniak", próbował ratować sytuację, zabierając Milę na parkiet. Im później było, tym więcej się dowiadywałam i tym lepiej się bawiłam w niecodziennym towarzystwie.
- Długo jesteście razem? - Nagle usłyszałam pytanie, na które nie chciałam odpowiadać, mimo że kłamanie to jedna z moich najgorszych a zarazem najlepszych umiejętności.
-Hmm? - Udawałam, że nie dosłyszałam tego, co do mnie powiedziano.
- Pytałam się, czy długo jesteście parą. - Zaczynałam się martwić o to, że może coś podejrzewać.
- Całkiem długo. - Odezwał się Gideon, którego usta po chwili znalazły się na moich składając niewinnego całusa. Było to tak niespodziewane, że nie zdążyłam w żaden sposób zareagować.
- Szczęściara z ciebie. A, i przy okazji przepraszam za ostatnio.
- W porządku. Pewnie sama tak bym zareagowała, gdybym się dowiedziała, że jakaś laska sprzątnęłaby mi Gideona sprzed nosa.
- Serio, skarbie? - Zapytał się zdziwiony młodzieniec robiąc do tego swą niewinną minę.
- A co ty myślisz? Przecież jesteś moim chłopakiem. - Przytuliłam się do swego partnera, by wyglądało, że naprawdę jesteśmy parą. - A ty byłbyś zazdrosny gdyby chodziło o mnie? - Zapytałam się ni z gruszki ni z pietruszki.
- O ciebie zawsze. - Odrzekł i uścisnął mocniej me ramię.
Czułam, że coś się dzieję, ale jeszcze nie wiedziałam co...
Czułam, że coś się dzieję, ale jeszcze nie wiedziałam co...
Liv
Gdy w końcu udało nam się w jakiś sposób dogadać z Jordenem i załatwić jego ,,sprawę", mieliśmy do wyboru dwa wyjścia: wrócić na zwiady do klubu lub pospacerować po okolicy. Osobiście nie miałam zamiaru dalej siedzieć i lampić się na laski machające cyckami na lewo i prawo, więc zaproponowałam, abyśmy się przeszli dookoła Nordstrand. Gave, co mnie zdziwiło, całkiem ochoczo przystał na moją propozycję i już się szykował, aby znów mnie podnieść, lecz uskoczyłam w bok:
-Nawet o tym nie myśl!- Wyciągnęłam przed siebie but szpilką skierowany w stronę chłopaka
-Niby czemu?- Popatrzył na mnie pytająco
-Dobrze wiesz, że nie lubię, kiedy to robisz.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Doprawdy?- Wyjął papierosa z kieszeni spodni i odpalił
-Ugh, jesteś okropny.- Skwitowałam i zaczęłam iść przed siebie; dokładnie wiedział jak wyprowadzić mnie z równowagi
-A ty dokąd?- Ruszył powolnym krokiem za mną i co jakiś czas wypuszczał obłoki dymu z ust- I przy okazji oddaj mi moje pozostałe papierosy.
-Chcesz to je sobie weź.- Rzuciłam je za siebie z nadzieją, że ich nie złapie
-Może troche więcej szacunku? Są aż z Polski.- Jednak złapał
-Jakim cudem masz papierosy z Polski?- Zapytałam ostrożnie stawiając kroki, gdyż w każdej chwili coś mogło mi się wbić w gołą stopę, a gdyby tak się stało, to Gave miałby pretekst, aby mnie ponieść i jeszcze bardziej zirytować. Sadysta...
-Mam całkiem dobre kontakty z czarownikami.
-Dobra, nie było pytania. Ale z drugiej strony to dziwne, że wszędzie masz ,,całkiem dobre kontakty".- Zauważyłam
-Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwana.- Uciął temat i zapanowała między nam cisza przerywana dźwiękiem nadjeżdżających samochodów oraz nocnego życia owej dzielnicy.
No i w końcu stało się najgorsze, nadepnęłam na rozbite szkło lewą stopą. Wyskoczyłam do góry podnosząc nogę i sycząc z bólu:
-A jednak.- W jego głosie było słychać tryumf
-Przymknij się.- Nakazałam i usiadłam na samym środku chodnika próbując oglądać swoją stopę
-Pokaż.- Nakazał kucając przy mnie
-Odczep się!- Próbowałam go kopnąć zdrową nogą, lecz ją mocno złapał i przytrzymał
-Jak będziesz się tak szarpać, to ci na pewno nie pomogę.- Zagroził
-Nawet cię o to nie prosiłam!- Fuknęłam, a w tej samej chwili Gave oberwał kobiecą torebką po głowie, aż padł na plecy
-Uciekaj stąd, czarcie jeden. A kysz! Giń poczwaro!- Jakaś babcia okładała go swoją torebeczką; nie wiedziałam czy się śmiać czy może mu pomóc. Cała sytuacja wyglądała na tyle komicznie, że aż żałowałam, że nie mogłam tego nagrać. Śmiałam się po cichu, lecz po chwili się odezwałam:
-Już wszystko w porządku, proszę pani.- Próbowałam ją uspokoić- On tylko próbował mi pomóc.
-Pomóc?!- Babcia popatrzyła na mnie z odrazą- On ci zaglądał pod spódnicę!- Te słowa zabrzmiały jak zarzut, a ja poczułam, że się rumienię. Spiorunowałam wzrokiem ledwo żywego Gave'a i zwróciłam się do babulki:
-Ależ zapewniam panią, że nie. Po prostu skaleczyłam się w nogę.- Tłumaczyłam, a ona nadal nie była przekonana. W końcu fuknęła niezadowolona i odeszła zostawiając nas samych. Wszystko byłoby w porządku, gdybym nie spojrzała na nią, kiedy odchodziła. Spod jej długiej czarnej spódnicy wystawał ciemnozielony jaszczurzy ogon. Czarownica. Muszę przyznać, że to była czarownica z poczuciem humoru, a może przyzwoitości? Nieważne. Gave powoli usiadł masując obolałą głowę:
-Co te babcie noszą w tych swoich torebeczkach? Pismo święte? Przenośny krzyż?! Czy może cegły z wyrytą inskrypcją ,,Jezus mnie kocha"...?- Nareszcie to on był wyprowadzony z równowagi, a nie ja; jednak istnieje sprawiedliwość na tym świecie
-Wszystko możliwe.- Odparłam zadowolona z życia, lecz zaraz we znaki dała się moja rozcięta stopa
-A właśnie, na czym stanęliśmy?- Zbliżył się do mnie i zaczął oglądać mą nogę; już nawet nie kopałam, bo rana piekła jakby sam diabeł ją polizał...- Ujmę to tak: nie wygląda to zbyt dobrze i najpewniej będzie trzeba zszywać skórę. Chodź. Wezmę cię do Instytutu.- Delikatnie mnie objął i podniósł do góry. Wszystko zrobiło mi się obojętne. Nawet przyspieszone bicie jego serca, a co dopiero mówić o moim, które biło z tak zawrotnym tempie, że mało nie wyskoczyło z piersi. Wtuliłam swoją głowę w jego ramię i zasnęłam...
Gdy w końcu udało nam się w jakiś sposób dogadać z Jordenem i załatwić jego ,,sprawę", mieliśmy do wyboru dwa wyjścia: wrócić na zwiady do klubu lub pospacerować po okolicy. Osobiście nie miałam zamiaru dalej siedzieć i lampić się na laski machające cyckami na lewo i prawo, więc zaproponowałam, abyśmy się przeszli dookoła Nordstrand. Gave, co mnie zdziwiło, całkiem ochoczo przystał na moją propozycję i już się szykował, aby znów mnie podnieść, lecz uskoczyłam w bok:
-Nawet o tym nie myśl!- Wyciągnęłam przed siebie but szpilką skierowany w stronę chłopaka
-Niby czemu?- Popatrzył na mnie pytająco
-Dobrze wiesz, że nie lubię, kiedy to robisz.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Doprawdy?- Wyjął papierosa z kieszeni spodni i odpalił
-Ugh, jesteś okropny.- Skwitowałam i zaczęłam iść przed siebie; dokładnie wiedział jak wyprowadzić mnie z równowagi
-A ty dokąd?- Ruszył powolnym krokiem za mną i co jakiś czas wypuszczał obłoki dymu z ust- I przy okazji oddaj mi moje pozostałe papierosy.
-Chcesz to je sobie weź.- Rzuciłam je za siebie z nadzieją, że ich nie złapie
-Może troche więcej szacunku? Są aż z Polski.- Jednak złapał
-Jakim cudem masz papierosy z Polski?- Zapytałam ostrożnie stawiając kroki, gdyż w każdej chwili coś mogło mi się wbić w gołą stopę, a gdyby tak się stało, to Gave miałby pretekst, aby mnie ponieść i jeszcze bardziej zirytować. Sadysta...
-Mam całkiem dobre kontakty z czarownikami.
-Dobra, nie było pytania. Ale z drugiej strony to dziwne, że wszędzie masz ,,całkiem dobre kontakty".- Zauważyłam
-Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwana.- Uciął temat i zapanowała między nam cisza przerywana dźwiękiem nadjeżdżających samochodów oraz nocnego życia owej dzielnicy.
No i w końcu stało się najgorsze, nadepnęłam na rozbite szkło lewą stopą. Wyskoczyłam do góry podnosząc nogę i sycząc z bólu:
-A jednak.- W jego głosie było słychać tryumf
-Przymknij się.- Nakazałam i usiadłam na samym środku chodnika próbując oglądać swoją stopę
-Pokaż.- Nakazał kucając przy mnie
-Odczep się!- Próbowałam go kopnąć zdrową nogą, lecz ją mocno złapał i przytrzymał
-Jak będziesz się tak szarpać, to ci na pewno nie pomogę.- Zagroził
-Nawet cię o to nie prosiłam!- Fuknęłam, a w tej samej chwili Gave oberwał kobiecą torebką po głowie, aż padł na plecy
-Uciekaj stąd, czarcie jeden. A kysz! Giń poczwaro!- Jakaś babcia okładała go swoją torebeczką; nie wiedziałam czy się śmiać czy może mu pomóc. Cała sytuacja wyglądała na tyle komicznie, że aż żałowałam, że nie mogłam tego nagrać. Śmiałam się po cichu, lecz po chwili się odezwałam:
-Już wszystko w porządku, proszę pani.- Próbowałam ją uspokoić- On tylko próbował mi pomóc.
-Pomóc?!- Babcia popatrzyła na mnie z odrazą- On ci zaglądał pod spódnicę!- Te słowa zabrzmiały jak zarzut, a ja poczułam, że się rumienię. Spiorunowałam wzrokiem ledwo żywego Gave'a i zwróciłam się do babulki:
-Ależ zapewniam panią, że nie. Po prostu skaleczyłam się w nogę.- Tłumaczyłam, a ona nadal nie była przekonana. W końcu fuknęła niezadowolona i odeszła zostawiając nas samych. Wszystko byłoby w porządku, gdybym nie spojrzała na nią, kiedy odchodziła. Spod jej długiej czarnej spódnicy wystawał ciemnozielony jaszczurzy ogon. Czarownica. Muszę przyznać, że to była czarownica z poczuciem humoru, a może przyzwoitości? Nieważne. Gave powoli usiadł masując obolałą głowę:
-Co te babcie noszą w tych swoich torebeczkach? Pismo święte? Przenośny krzyż?! Czy może cegły z wyrytą inskrypcją ,,Jezus mnie kocha"...?- Nareszcie to on był wyprowadzony z równowagi, a nie ja; jednak istnieje sprawiedliwość na tym świecie
-Wszystko możliwe.- Odparłam zadowolona z życia, lecz zaraz we znaki dała się moja rozcięta stopa
-A właśnie, na czym stanęliśmy?- Zbliżył się do mnie i zaczął oglądać mą nogę; już nawet nie kopałam, bo rana piekła jakby sam diabeł ją polizał...- Ujmę to tak: nie wygląda to zbyt dobrze i najpewniej będzie trzeba zszywać skórę. Chodź. Wezmę cię do Instytutu.- Delikatnie mnie objął i podniósł do góry. Wszystko zrobiło mi się obojętne. Nawet przyspieszone bicie jego serca, a co dopiero mówić o moim, które biło z tak zawrotnym tempie, że mało nie wyskoczyło z piersi. Wtuliłam swoją głowę w jego ramię i zasnęłam...
Komentarze
Prześlij komentarz