Rozdział 9
Liv
Siedziałam w swoim pokoju i w miarę swych możliwości ,,szykowałam się" na dzisiejszy wieczór. Mieliśmy ruszyć na zwiady do klubów nocnych, do których najczęściej zaglądają wampiry. Nie wiedziałam za bardzo, co założyć. Nie byłam typem imprezowicza i źle się czułam zakładając krótszą sukienkę lub spódnicę niż do połowy uda. Jednak byłam świadoma, że tego wieczoru muszę poświęcić swoją dumę i założyć coś skąpego. W tym celu zdecydowałam przejść się do Amy, której osobiście nie znałam, ale miałam przeczucie, że może być lepiej obeznana w tym temacie niż ja. Do Engel nie zachodziłam, bo wiedziałam, że sama również ma dylemat i nie chciałam jej dodawać więcej obowiązków, a czasu co raz mniej. Zebrałam się w sobie i zapukałam do pokoju siostry Gideona:
-Tak?- Uchyliła drzwi i spojrzała na mnie przyjaźnie- Ach, to ty. Mikael mówił, żebym się ciebie spodziewała.- Odparła i wpuściła mnie do siebie; byłam zdziwiona tym faktem. Posłusznie weszłam do środka i zauważyłam, że dziewczyna jest już ubrana w dosyć obcisłą czarną sukienkę, która pięknie podkreślała jej kształty.- Wybierz coś sobie.- Wskazała na swoje łóżko, na którym porozkładane były przeróżne kreacje. Od razu upatrzyłam sobie granatową sukienkę ze średnim dekoltem i odkrytymi plecami. Nie była zbyt krótka, dosłownie w sam raz:
-Mogę przymierzyć tą?- Zapytałam wskazując upatrzoną sukienkę
-Jasne, bierz.- Zachęciła mnie przy okazji robiąc sobie makijaż. Nieśmiało wzięłam kreację w dłonie i przeszłam do jej łazienki, aby tam się przebrać. Przypominam, że każdy Nocny Łowca ma swój pokój i łazienkę. Gdy do niej weszłam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wyglądała, jakby przeszedł przez nią huragan: ubrania wszędzie porozrzucane, ręczniki leżały na podłodze, a w wannie leżała broń. ,,A ja myślałam, że to Engel ma u siebie bałagan", powiedziałam do siebie w myślach i starając się na nic nie nadepnąć, przebrałam się. Sukienka oczywiście była za duża w biuście, lecz tylko odrobinę, więc wróciłam do swojego pokoju, aby założyć sekretnie chowany w szafie biustonosz z push-up'em. Udało mi się go wygrzebać i zamienić z tym, który aktualnie miałam na sobie. Jak się okazało teraz pasował idealnie i nikt nie mógł się skapnąć, że jestem aż tak płaska jak się wydaje.
Wróciłam do pokoju Amy, aby jej podziękować, ale ona zaplanowała jeszcze umalowanie mnie:
-To jest raczej niekonieczne.- Próbowałam się jakoś wymigać, lecz dziewczyna nie dała za wygraną. I tak właśnie zostałam umalowana, lecz starała się zrobić dosyć delikatny makijaż, aby pasował do mojego typu urody.
Kiedy Amy w końcu uznała, że nie potrzebuję większego upiększania, pozwoliła mi odejść, a ja podziękowałam jej. Obiecałam, że oddam sukienkę w nienaruszonym stanie (upraną) i szybko się ulotniłam. Jednak, po chwili się zatrzymałam i spojrzałam w dół na swoje bose stopy... Nie, nie założę obcasów, postanowiłam sobie w duchu.
Piętnaście minut później próbowałam dogonić Gave'a i przy okazji nie zabić się na tych szpilkach:
-Nie idź tak szybko!- Fuknęłam, a on zwolnił kroku
-Nie moja wina, że nie potrafisz chodzić w butach na obcasie.
-Umiem!- Skłamałam- Tylko nie jestem przyzwyczajona.
-Dobra.- Poddał się i nagle poczułam jak coś dużego i ciepłego oplata moją dłoń. Była to dłoń Gave'a, która szczerze mówiąc nie przeszkadzała mi już tak bardzo jak wcześniej. Razem szliśmy w stronę jednego z klubów nocnych w dzielnicy Nordstrand. Noc była przejrzysta i całkiem przyjemna jak na noc w Norwegii. Byłaby jeszcze przyjemniejsza, gdyby Gave w końcu zgasił tego papierosa, bo bałam się o zapach swojej pożyczonej sukienki. Nareszcie, wypalił się, a on cisnął jego pozostałości gdzieś w bok:
-Nawet nie próbuj mnie pocałować.- Ostrzegłam
-Niby dlaczego?- Zdziwił się
-Śmierdzisz.- Stwierdziłam beznamiętnie
-No wiesz... Uraziłaś mnie.- Udał smutnego, a na mnie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
Już dochodziliśmy do klubu, gdy przed samym wejściem zaczepił nas Przyziemny handlujący ziołem. Grzecznie mu odmówiliśmy i weszliśmy do wnętrza, gdzie ogłuszyło mnie natężenie muzyki elektronicznej. Wszyscy albo skakali na parkiecie w rytm tego jazgotu, albo siedzieli przy stolikach i sączyli drinki lub inne trunki. Tutaj znajdowali się przedstawiciele różnych gatunków: Przyziemni, Wilkołaki, Fearie, Wampiry, a z naszym wejściem pojawili się przedstawiciele Nefilim. Miałam ochotę dołączyć do ludzi siedzących i obserwujących tych na parkiecie, ale Gave miał inne plany:
-No chodź.- Ciągną mnie za sobą, lecz ja stawiałam opór
-Nigdzie z tobą nie idę! Odczep się!- Próbowałam wyrwać swoją dłoń, lecz niebawem przycisnął mnie do siebie i zaczął powolnie tańczyć. Byłam zdziwiona, że akurat w tym momencie DJ puścił wolny utwór. Oboje kiwaliśmy się na boki, a ja wsłuchiwałam się w bijące serce Gave'a i jego bulgoczący żołądek. Po skończonej piosence, w końcu mogłam pójść usiąść i pozwolić swym obolałym stopom na odpoczynek. Podczas gdy je masowałam, dosiadł się do mnie blondyn o uwodzicielskim uśmiechu:
-Wolne?- Zapytał zalotnie spoglądając w moją stronę
-Było.- Fuknęłam; nie lubiłam, kiedy jakiś pozer zabiegał o moje względy
-Gramy niedostępną, co? Lubię niedostępne.- Przysunął się bliżej i już chciał niezauważalnie objąć mnie ramieniem, kiedy z ogromną siłą poleciał na przeciwległą ścianę
-A ja nie lubię nachalnych dupków.- Skwitowałam, a na miejscu blondyna siadł Gave. Mówiąc, że był zły, mam na myśli, że był okropnie zły. Złowrogo spoglądał na podnoszącego się z ziemi chłopaka, który niebawem powrócił do nas:
-Cóż to za paskudne maniery i paskudna osoba siedząca obok tej pięknej istoty?- Zapytał blondaś
-Widzisz, nas pięknych ludzi jest mało.- Odparł w zadumie Gave, a ja trzepnęłam go w ramię
-Czego od nas chcesz?- Zapytałam, a mój ,,czarujący" towarzysz odpalił papierosa
-Od ciebie.- Poprawił mnie chłopak- Pozwolisz iż się przedstawię. Me imię Jorden.- Wstał i się ukłonił- Do twych usług.
-Tylko zanim zaczniesz jej usługiwać, najpierw skonsultuj się ze mną.- Oczy Gave'a jarzyły się wściekłością.
-O to się nie bój.- Prychnął Jorden krzyżując ręce na piersi; moją uwagę przykuły jego oczy, z których wydobywał się dziwny zielony blask
-Fearie.- Stwierdziłam.- Jesteś Fearie.
-Mądra jesteś.- Pochwalił mnie
-No raczej nie inaczej.- Mój towarzysz wypuścił z ust obłok dymu; dzisiaj przechodził samego siebie
-Przymknij się.- Nakazałam i zwróciłam się do Fearie- Czego ode mnie oczekujesz?
-Pomocy...
-Jeżeli nie wiesz jakiego koloru kwiatki zasadzić, to zapewniam, że rzucę cię o ścianę jeszcze raz.- Obiecał złośliwie Gave
-W czym mam ci pomóc?- Zignorowałam ,,pięknego człowieka"
-Muszę się dowiedzieć, jak zginął mój wuj.
-Przecież on nie żyje już od ponad sześciu lat!- Zaprotestował Gave
-Właśnie dlatego muszę się dowiedzieć. To bardzo istotne.- Obstawał przy swoim Jorden
-I jak mam ci pomóc?- Coś mi tu nie pasowało
-Wystarczy, że spojrzymy sobie w oczy.- Zbliżył się do mnie i automatycznie zaliczył ponowne spotkanie ze ścianą
-Wychodzimy.- Oznajmił Gave, chwytając mnie za dłoń i ciągnąc do wyjścia
-Poczekaj!- Próbowałam się mu wyrwać- Chcę wiedzieć, dlaczego potrzebuje spojrzeć w przeszłość i skąd wie, że mam dar.
-Mnie to jakoś mało interesuje.- Skwitował, rzucają niedopałek papierosa gdzieś w bok
-Ale mnie interesujesz!- Udało mi się wyrwać i stanąć przed nim- W ogóle mnie nie słuchasz!- Krzyknęłam rozdrażniona, że wszystko i wszystkich traktuje z wyższością
-Słucham cię.- Skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na mnie tym swoim wzrokiem
-Dopiero teraz.- Fuknęłam obrażona i dalej w złowrogiej ciszy staliśmy po środku chodnika...
-Tak?- Uchyliła drzwi i spojrzała na mnie przyjaźnie- Ach, to ty. Mikael mówił, żebym się ciebie spodziewała.- Odparła i wpuściła mnie do siebie; byłam zdziwiona tym faktem. Posłusznie weszłam do środka i zauważyłam, że dziewczyna jest już ubrana w dosyć obcisłą czarną sukienkę, która pięknie podkreślała jej kształty.- Wybierz coś sobie.- Wskazała na swoje łóżko, na którym porozkładane były przeróżne kreacje. Od razu upatrzyłam sobie granatową sukienkę ze średnim dekoltem i odkrytymi plecami. Nie była zbyt krótka, dosłownie w sam raz:
-Mogę przymierzyć tą?- Zapytałam wskazując upatrzoną sukienkę
-Jasne, bierz.- Zachęciła mnie przy okazji robiąc sobie makijaż. Nieśmiało wzięłam kreację w dłonie i przeszłam do jej łazienki, aby tam się przebrać. Przypominam, że każdy Nocny Łowca ma swój pokój i łazienkę. Gdy do niej weszłam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Wyglądała, jakby przeszedł przez nią huragan: ubrania wszędzie porozrzucane, ręczniki leżały na podłodze, a w wannie leżała broń. ,,A ja myślałam, że to Engel ma u siebie bałagan", powiedziałam do siebie w myślach i starając się na nic nie nadepnąć, przebrałam się. Sukienka oczywiście była za duża w biuście, lecz tylko odrobinę, więc wróciłam do swojego pokoju, aby założyć sekretnie chowany w szafie biustonosz z push-up'em. Udało mi się go wygrzebać i zamienić z tym, który aktualnie miałam na sobie. Jak się okazało teraz pasował idealnie i nikt nie mógł się skapnąć, że jestem aż tak płaska jak się wydaje.
Wróciłam do pokoju Amy, aby jej podziękować, ale ona zaplanowała jeszcze umalowanie mnie:
-To jest raczej niekonieczne.- Próbowałam się jakoś wymigać, lecz dziewczyna nie dała za wygraną. I tak właśnie zostałam umalowana, lecz starała się zrobić dosyć delikatny makijaż, aby pasował do mojego typu urody.
Kiedy Amy w końcu uznała, że nie potrzebuję większego upiększania, pozwoliła mi odejść, a ja podziękowałam jej. Obiecałam, że oddam sukienkę w nienaruszonym stanie (upraną) i szybko się ulotniłam. Jednak, po chwili się zatrzymałam i spojrzałam w dół na swoje bose stopy... Nie, nie założę obcasów, postanowiłam sobie w duchu.
Piętnaście minut później próbowałam dogonić Gave'a i przy okazji nie zabić się na tych szpilkach:
-Nie idź tak szybko!- Fuknęłam, a on zwolnił kroku
-Nie moja wina, że nie potrafisz chodzić w butach na obcasie.
-Umiem!- Skłamałam- Tylko nie jestem przyzwyczajona.
-Dobra.- Poddał się i nagle poczułam jak coś dużego i ciepłego oplata moją dłoń. Była to dłoń Gave'a, która szczerze mówiąc nie przeszkadzała mi już tak bardzo jak wcześniej. Razem szliśmy w stronę jednego z klubów nocnych w dzielnicy Nordstrand. Noc była przejrzysta i całkiem przyjemna jak na noc w Norwegii. Byłaby jeszcze przyjemniejsza, gdyby Gave w końcu zgasił tego papierosa, bo bałam się o zapach swojej pożyczonej sukienki. Nareszcie, wypalił się, a on cisnął jego pozostałości gdzieś w bok:
-Nawet nie próbuj mnie pocałować.- Ostrzegłam
-Niby dlaczego?- Zdziwił się
-Śmierdzisz.- Stwierdziłam beznamiętnie
-No wiesz... Uraziłaś mnie.- Udał smutnego, a na mnie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
Już dochodziliśmy do klubu, gdy przed samym wejściem zaczepił nas Przyziemny handlujący ziołem. Grzecznie mu odmówiliśmy i weszliśmy do wnętrza, gdzie ogłuszyło mnie natężenie muzyki elektronicznej. Wszyscy albo skakali na parkiecie w rytm tego jazgotu, albo siedzieli przy stolikach i sączyli drinki lub inne trunki. Tutaj znajdowali się przedstawiciele różnych gatunków: Przyziemni, Wilkołaki, Fearie, Wampiry, a z naszym wejściem pojawili się przedstawiciele Nefilim. Miałam ochotę dołączyć do ludzi siedzących i obserwujących tych na parkiecie, ale Gave miał inne plany:
-No chodź.- Ciągną mnie za sobą, lecz ja stawiałam opór
-Nigdzie z tobą nie idę! Odczep się!- Próbowałam wyrwać swoją dłoń, lecz niebawem przycisnął mnie do siebie i zaczął powolnie tańczyć. Byłam zdziwiona, że akurat w tym momencie DJ puścił wolny utwór. Oboje kiwaliśmy się na boki, a ja wsłuchiwałam się w bijące serce Gave'a i jego bulgoczący żołądek. Po skończonej piosence, w końcu mogłam pójść usiąść i pozwolić swym obolałym stopom na odpoczynek. Podczas gdy je masowałam, dosiadł się do mnie blondyn o uwodzicielskim uśmiechu:
-Wolne?- Zapytał zalotnie spoglądając w moją stronę
-Było.- Fuknęłam; nie lubiłam, kiedy jakiś pozer zabiegał o moje względy
-Gramy niedostępną, co? Lubię niedostępne.- Przysunął się bliżej i już chciał niezauważalnie objąć mnie ramieniem, kiedy z ogromną siłą poleciał na przeciwległą ścianę
-A ja nie lubię nachalnych dupków.- Skwitowałam, a na miejscu blondyna siadł Gave. Mówiąc, że był zły, mam na myśli, że był okropnie zły. Złowrogo spoglądał na podnoszącego się z ziemi chłopaka, który niebawem powrócił do nas:
-Cóż to za paskudne maniery i paskudna osoba siedząca obok tej pięknej istoty?- Zapytał blondaś
-Widzisz, nas pięknych ludzi jest mało.- Odparł w zadumie Gave, a ja trzepnęłam go w ramię
-Czego od nas chcesz?- Zapytałam, a mój ,,czarujący" towarzysz odpalił papierosa
-Od ciebie.- Poprawił mnie chłopak- Pozwolisz iż się przedstawię. Me imię Jorden.- Wstał i się ukłonił- Do twych usług.
-Tylko zanim zaczniesz jej usługiwać, najpierw skonsultuj się ze mną.- Oczy Gave'a jarzyły się wściekłością.
-O to się nie bój.- Prychnął Jorden krzyżując ręce na piersi; moją uwagę przykuły jego oczy, z których wydobywał się dziwny zielony blask
-Fearie.- Stwierdziłam.- Jesteś Fearie.
-Mądra jesteś.- Pochwalił mnie
-No raczej nie inaczej.- Mój towarzysz wypuścił z ust obłok dymu; dzisiaj przechodził samego siebie
-Przymknij się.- Nakazałam i zwróciłam się do Fearie- Czego ode mnie oczekujesz?
-Pomocy...
-Jeżeli nie wiesz jakiego koloru kwiatki zasadzić, to zapewniam, że rzucę cię o ścianę jeszcze raz.- Obiecał złośliwie Gave
-W czym mam ci pomóc?- Zignorowałam ,,pięknego człowieka"
-Muszę się dowiedzieć, jak zginął mój wuj.
-Przecież on nie żyje już od ponad sześciu lat!- Zaprotestował Gave
-Właśnie dlatego muszę się dowiedzieć. To bardzo istotne.- Obstawał przy swoim Jorden
-I jak mam ci pomóc?- Coś mi tu nie pasowało
-Wystarczy, że spojrzymy sobie w oczy.- Zbliżył się do mnie i automatycznie zaliczył ponowne spotkanie ze ścianą
-Wychodzimy.- Oznajmił Gave, chwytając mnie za dłoń i ciągnąc do wyjścia
-Poczekaj!- Próbowałam się mu wyrwać- Chcę wiedzieć, dlaczego potrzebuje spojrzeć w przeszłość i skąd wie, że mam dar.
-Mnie to jakoś mało interesuje.- Skwitował, rzucają niedopałek papierosa gdzieś w bok
-Ale mnie interesujesz!- Udało mi się wyrwać i stanąć przed nim- W ogóle mnie nie słuchasz!- Krzyknęłam rozdrażniona, że wszystko i wszystkich traktuje z wyższością
-Słucham cię.- Skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na mnie tym swoim wzrokiem
-Dopiero teraz.- Fuknęłam obrażona i dalej w złowrogiej ciszy staliśmy po środku chodnika...
Engel
Jak tylko skończyłam szykowanie, usłyszałam pukanie do drzwi, co oznaczało iż mój randkowicz najprawdopodobniej przybył, by zabrać mnie na randkę marzeń, jak to nazwał. - - Uuu, chyba będę musiał cię dzisiaj przypilnować, bo niezła żyleta z ciebie. - Gdy tylko otworzyłam drzwi, Gideon rzucił zabawnym tekatem na podryw, z którego momentalnie się zaśmiałam.
- Nie ałodź tak, bo aż ta żyleta przez przypadek cię potnie.
- Powien ci, że umiesz zepsuć nastrój, ale wybaczam to, bo pięknie wyglądasz.
- Dziękuję, łaskawy panie.
- Cóż za konwenanse, moja pani.
- Trzeba jakoś sobie radzić w życiu.
- Mhmm. Chodźmy, zanim zmienie plany i zaciągnę cię tam, gdzie żaden inny cię nie zapeowadzi.
- Do łazienki?
- Do łazienki też mógłbym, ale chodziło mi bardziej o sypialnię.
- Zdołałam się domyślić. - Odrzekłam i chwyciłam go za rękę, a następnie pociągnęłam go za sobą, mówiąc: - To już lepiej chodźmy.
- Wiedziałem, że tak będzie. A mogłbo być nam tak miło.
- Będzie miło, o ile nie będziesz przez cały wieczór rzucał sprośnymi tekstami.
- Jeszcze się zobaczy.
Chłopak zabrał mnie wpierw na przejażdżkę motorem, co było wspaniałym przeżyciem. Dawno nie czułam się taka wolna i radosna, mimo że się stresowałam. Wiatr wiał lekko, a my przemierzaliśmy kilometry w drodze do miejsca, gdzie miałam spędzić swoją pierwszą i najprawdopodobniej jedyną randkę w swoim życiu.
Kiedy się zatrzymaliśmy, mym oczom ukazał się napis "Wolfie's Bar" i kilkoro ludzi stojących przed budynkiem. Zastanawiałam się, co przygotował na dzisiaj Gideon.
- Co tutaj robimy? - Zapytałam się z zaciekawieniem.
- Zobaczysz. - Odpowiedział tajemniczo. - Chodź. - Wziął mnie za rękę i poprowadził za sobą.
W środku grała muzyka, a ludzie siedzieli przy stolikach i tańczyli w rytm muzyki, jednakże nieliczni spędzali czas na rozmowie przy barze i popijali trunki.
- Co teraz? - Zapytałam z dociekliwością.
- Wypełniamy zadanie.
- Zadanie?
- Patrol. Mam tu znajomą, która może coś wiedzieć, niestety będzie mnie to troche kosztowało.
- Troche, czyli ile?
- Albo będę musiał iberwać albo piflirtować, zależy od sytuacji, w której się znajdę.
- Spróbuj w ogóle nie płacić. - Poleciłam i zajęłam miejsce przy stoliku, po czyn zamówiłam sobie coś do picia.
- Za kilka minut wrócę, jak nie wcześniej. - Powiedział i udał się w stronę baru, gdzie zauważyłam postać zazdrosnej i obsesyjnej wilczycy.
Chłopak oparł się na łokciach i zaczał rozmowę z dziewczyną, której normalnie cycki nie wyskoczyły z orbit, gdy przerzuciła włosy do tyłu i wyszczerzyła się do mego nowego partnera na patrole. W pewnym momencie chciałam jej wydłubać oczy z oczodołów, ale powstrzymałam się w chwili, gdy dostrzegłam umięśnionego chłopaka wchodzącego do baru. Wyglądał naprawdę groźnie i chyba chciał komuś przylać.
Nagle w mej głowie pojawiły się dziwne obrazy, jakby wspomnienia, ale wudziałam też rzeczy, które jeszcze się nie zdarzyły. "Mięśniak" wszedł do budynku, podszedł do bary, zaniebił kilka słów z wilczycą i z impetem walną w twarz Gideona. Po chwili film mi się urwał i ponownie widziałam "Mięśniaka" sunącego w stronę lady. Szybko podniosłam się z miejsca i w ekspresowym tempie znalazłam się przy Gidzie, niemalże w tej samej sekundzie brutal chciał uderzyć mego kolegę, ale bliskie spotkanie twarzą w twarz z Gideonem, uniemożliwiło mu wykonanie jego zamiaru. Odruchowo chwyciłam wargami usta Gideona, a on odwzajemnił pocałunek, nawet go pogłębiając. Chwycił mnie ręką w pasie i przybliżył do siebie tak, że prawie żadna odległość nas nie dzieliła. Pocałunek był gorący i namiętny, pełen niekontrolowanych emocji, lecz musiał się w pewbym momencie skończyć. Nam obojgu brakowało tchu, a mój cel został już osiągnięty, którym wcale nie było rozkochanie chłopaka w sobie.
- Przepraszam, przeszkodziłam wam w czymś? - Zadałam pytanie patrząc na umięśnionego chłopaka, a później odwracając wzrok w stronę Gideona. - Skarbie? - Spróbowałam być bardziej wiarygodna.
- W niczym, kotku. - Odrzekł, a następnie pocałował mnie w czoło i objął mnir jedną ręką.
- Pilnuj swojego chłoptasia, jak jeszcze raz będzie przystawiał się do mojej dziewczyny, nie ręczę za siebie.
- Nie bó żaby, już ja go upilnuję, ale lepiej martw się o swoją kizię mizię, żeby mi nie podrywała chłopaka.
- O to sié nie bój, ona wie przy kim jej miejsce.
- No to dobrze. - Skwitowałam. - Idziemy, misiu?
- Yhym. No to my będziemy się zbierać, miłego wieczoru. - Pożegnał się mój "chłopak".
- Zaraz, zaraz, noc jeszcze młoda, zostańcie, napijcie się, zabawcie. - Zatrzymywał nas rozbudowany koleś.
- Mamy już plany na dzisiaj, ale może innym razem skorzystany. - Próbowałam nas jakoś z tego wyplątać.
- Może innego razu nie będzie. Jeden drink i wtedy możecie iść. - Negocjował.
- Jeden drink? - Upewniałam się, bo z reguły jestem niepijąca.
- Jeden. - Potwierdził.
- No dobra, zostajemy. - Udzielił się Gideon w rozmowie...
Komentarze
Prześlij komentarz