Rozdział 12
Liv
Obudziłam się w objęciach Gave'a, który jeszcze spał. Wiedziałam, że jak będę próbować wstać, to on się obudzi i wtedy zacznie się walka o wolność. Leżałam spokojnie i obserwowałam jak jego pierś unosi się i opada rytmicznie. Z czułością pogładziłam dłonią jego policzek. Twarz miał spokojną i przystojną. Kiedy spał, wyglądał młodziej niż zwykle. Nie miał tej swojej wyniosłej miny, ani nie spoglądał z wrogością w oczach. Czarne włosy były rozczochrane, ale w taki sposób, że wyglądało to uroczo, a nie niechlujnie.
W końcu się skapnął, że nie śpię:
-Witaj.- Powitał mnie pocałunkiem w czoło, bo akurat na takiej wysokości znajdowało się moje czoło
-Hej. Jak się spało?- Spróbowałam go objąć, ale mi nie wychodziło, więc przycisnął mnie do siebie i umocnił uścisk
-Dobrze, i nie próbuj mnie dusić, bo masz za krótkie rączki, aby objąć mnie całego.- W jego głosie można było wyczuć rozbawienie
-Może i mam krótkie rączki, ale wystarczające, aby zarzucić ci je na szyje i wtedy dusić.- Delikatnie objęłam jego szyję, aby udowodnić swoje możliwości
-Dobra, faktycznie masz rację.- Zgodził się i mnie pocałował w policzek, a ja wyczułam ten znajomy zapach papierosów
-Nie myłeś się wczoraj.- Zauważyłam- Wali od ciebie papierosami
-Też się nie myłaś i wcale nie lepiej pachniesz.- Zaśmiał się- Od ciebie czuć alkoholem.- Wsadził nos w moje włosy i zaczął rozkoszować się owym zapachem alkoholu
-Alkoholik.- Skwitowałam i spróbowałam wstać
-A tobie dokąd śpieszno?
-Muszę się umyć i zrobić śniadanie.- Odparłam- W końcu nie pasuje ci mój zapach.
-Ależ skąd? Uwielbiam zapach Finlandii o poranku. To tobie nie pasuje mój zapach.
-Bo nie lubię papierosów.
-Moja wina, że nie palisz? Kiedyś cię w końcu nauczę.- Obiecał i w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamarliśmy. Jednak po chwili, w pokoju pojawił się Gideon:
-Wybaczcie za wtargnięcie. Widzieliście może gdzieś Engel?
-Engel?- Powtórzyłam imię swojej parabatai
-Nie.- Odparł od razu Gave
-Ja też jej nie widziałam od wczoraj. Coś się stało?
-Nic takiego. Idę dalej szukać.- Już się wycofywał z pokoju, kiedy go zatrzymałam
-Mogę ci pomóc.- Zaoferowałam
-Nie, dzięki. Sam sobie jakoś poradzę.
-Ale...- Chciałam się dalej wykłócać
-Widzisz? Gideon świetnie sobie radzi i nie potrzebuje twojej pomocy.- Włączył się Gave, lecz stanął po przeciwnej stronie... Pewnie nie chciał, żebym go zostawiała samego, egoista...
Jednak już po śniadaniu cały Instytut rozpoczął jej poszukiwania na szeroką skalę. Najpierw przeszukaliśmy cały budynek, łącznie ze strychem i okropnie rozległą piwnicą. Później każdy udał się do dzielnicy, którą patrolowali wraz z Gideonem. Przeczesaliśmy niemal każdą ulicę, lecz wszelki słuch po niej zaginął. Nikt niczego nie widział. Nawet klubowy barman, w którym wczoraj byli. Gideon opowiedział nam w jakich okolicznościach się rozstali i mniej więcej gdzie oraz kiedy się rozstali. Gave próbował złapać jej zapach, ale marnie mu szło, w dodatku bliźniacy się gdzieś zawieruszyli, ale po chwili Charlotte odnalazła ich w porcie rybackim i mało nie potopiła żywcem.
Zmęczeni i zrezygnowani powróciliśmy do Instytutu. Bez żadnego polecenia, każdy rozszedł się do swojego pokoju, aby ochłonąć i przemyśleć to, co już wiedzieliśmy, aby wieczorem znów rozpocząć poszukiwania. Podczas swoi przemyśleń, do mojego pokoju wstąpił Gabriel i poprosił mnie, abym przeszła się z nim do jego gabinetu. Posłusznie spełniłam jego polecenie i w ciszy, razem pokonaliśmy odległość dzielącą mój pokój od gabinetu szefa Instytutu. Gdy już się tam znaleźliśmy, zauważyłam na jego biurku kartkę A4, na której ruchomym pismem napisano:
Wszystkie moje objawy wskazywały na wampirzą gorączkę, ale to było niemożliwe. Ostatnio nie miałam żadnego bliższego spotkania z wampirem. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Gave, który na siłę próbował wlać mi do gardła szklankę wody święconej. Próbowałam się miotać, ale moje ciało było co raz słabsze i niezdolne do ruchu, więc nietrudno było mu to uczynić. Omal się nie zakrztusiłam. Co prawda, przeprosił mnie, ale miałam zamiar wytykać mu, że prawie mnie utopił...
Po jakiejś godzinie, w końcu udało się zwalczyć to paskudztwo. Byłam ledwo żywa i bardziej blada niż zazwyczaj. Oddychałam ciężko, ponieważ jeszcze nigdy w ciągu godziny nie wypiłam pięciu litrów wody święconej. Powoli wracałam do normalności, a gdy uznałam, że czuję się wystarczająco dobrze, opowiedziałam wszystkim o mojej wizji i domysłach. W twierdzy Akershus obecnie urzędowały wampiry. Oficjalnie uznano, że muzeum, które znajduje się w twierdzy, jest w remoncie do odwołania, a tak naprawdę pomieszkuje tam jeden z arystokratycznych klanów wampirów.
Wszyscy wiedzieli co to oznacza. Teraz zostało tylko obmyślić jakiś skuteczny plan odbicia naszej Engel. Nie wiedząc czemu, spojrzałam na Gideona. Widziałam w jego oczach smutek, zmieszanie, determinację oraz żądze zemsty. Zapowiadała się wielka bitwa między Nocnymi Łowcami, a Dziećmi Nocy...
Obudziłam się w objęciach Gave'a, który jeszcze spał. Wiedziałam, że jak będę próbować wstać, to on się obudzi i wtedy zacznie się walka o wolność. Leżałam spokojnie i obserwowałam jak jego pierś unosi się i opada rytmicznie. Z czułością pogładziłam dłonią jego policzek. Twarz miał spokojną i przystojną. Kiedy spał, wyglądał młodziej niż zwykle. Nie miał tej swojej wyniosłej miny, ani nie spoglądał z wrogością w oczach. Czarne włosy były rozczochrane, ale w taki sposób, że wyglądało to uroczo, a nie niechlujnie.
W końcu się skapnął, że nie śpię:
-Witaj.- Powitał mnie pocałunkiem w czoło, bo akurat na takiej wysokości znajdowało się moje czoło
-Hej. Jak się spało?- Spróbowałam go objąć, ale mi nie wychodziło, więc przycisnął mnie do siebie i umocnił uścisk
-Dobrze, i nie próbuj mnie dusić, bo masz za krótkie rączki, aby objąć mnie całego.- W jego głosie można było wyczuć rozbawienie
-Może i mam krótkie rączki, ale wystarczające, aby zarzucić ci je na szyje i wtedy dusić.- Delikatnie objęłam jego szyję, aby udowodnić swoje możliwości
-Dobra, faktycznie masz rację.- Zgodził się i mnie pocałował w policzek, a ja wyczułam ten znajomy zapach papierosów
-Nie myłeś się wczoraj.- Zauważyłam- Wali od ciebie papierosami
-Też się nie myłaś i wcale nie lepiej pachniesz.- Zaśmiał się- Od ciebie czuć alkoholem.- Wsadził nos w moje włosy i zaczął rozkoszować się owym zapachem alkoholu
-Alkoholik.- Skwitowałam i spróbowałam wstać
-A tobie dokąd śpieszno?
-Muszę się umyć i zrobić śniadanie.- Odparłam- W końcu nie pasuje ci mój zapach.
-Ależ skąd? Uwielbiam zapach Finlandii o poranku. To tobie nie pasuje mój zapach.
-Bo nie lubię papierosów.
-Moja wina, że nie palisz? Kiedyś cię w końcu nauczę.- Obiecał i w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamarliśmy. Jednak po chwili, w pokoju pojawił się Gideon:
-Wybaczcie za wtargnięcie. Widzieliście może gdzieś Engel?
-Engel?- Powtórzyłam imię swojej parabatai
-Nie.- Odparł od razu Gave
-Ja też jej nie widziałam od wczoraj. Coś się stało?
-Nic takiego. Idę dalej szukać.- Już się wycofywał z pokoju, kiedy go zatrzymałam
-Mogę ci pomóc.- Zaoferowałam
-Nie, dzięki. Sam sobie jakoś poradzę.
-Ale...- Chciałam się dalej wykłócać
-Widzisz? Gideon świetnie sobie radzi i nie potrzebuje twojej pomocy.- Włączył się Gave, lecz stanął po przeciwnej stronie... Pewnie nie chciał, żebym go zostawiała samego, egoista...
Jednak już po śniadaniu cały Instytut rozpoczął jej poszukiwania na szeroką skalę. Najpierw przeszukaliśmy cały budynek, łącznie ze strychem i okropnie rozległą piwnicą. Później każdy udał się do dzielnicy, którą patrolowali wraz z Gideonem. Przeczesaliśmy niemal każdą ulicę, lecz wszelki słuch po niej zaginął. Nikt niczego nie widział. Nawet klubowy barman, w którym wczoraj byli. Gideon opowiedział nam w jakich okolicznościach się rozstali i mniej więcej gdzie oraz kiedy się rozstali. Gave próbował złapać jej zapach, ale marnie mu szło, w dodatku bliźniacy się gdzieś zawieruszyli, ale po chwili Charlotte odnalazła ich w porcie rybackim i mało nie potopiła żywcem.
Zmęczeni i zrezygnowani powróciliśmy do Instytutu. Bez żadnego polecenia, każdy rozszedł się do swojego pokoju, aby ochłonąć i przemyśleć to, co już wiedzieliśmy, aby wieczorem znów rozpocząć poszukiwania. Podczas swoi przemyśleń, do mojego pokoju wstąpił Gabriel i poprosił mnie, abym przeszła się z nim do jego gabinetu. Posłusznie spełniłam jego polecenie i w ciszy, razem pokonaliśmy odległość dzielącą mój pokój od gabinetu szefa Instytutu. Gdy już się tam znaleźliśmy, zauważyłam na jego biurku kartkę A4, na której ruchomym pismem napisano:
Mamy Waszego Nefilim.
Wszyscy stawcie się w parku Vigelanda o północy.
Będziemy czekać.
-Kto to napisał?- Zapytałam wstrząśnięta
-Jeszcze nie jestem pewien. Powinniśmy pobrać odciski palców...- Zaczął Gabriel
-Mniejsza o odciski, Gabrielu.- Do pokoju wparowała Charlotte, której tak potrzebowaliśmy jak kolejnego nieszczęścia...- Spójrz na to charakterystyczne pismo. Wiesz kto tylko takie ma?- Zadała podstępne pytanie, czułam to
-Moim zdaniem mógł napisać to każdy Podziemny.- Odparłam
-Spójrzcie.- Kobieta pochyliła się nad kartką- Przyjrzyjcie się słowu ,,Nefilim". Z jaką pogardą zostało ono zapisane...
-Skąd wiesz, że zostało napisane z pogardą?- Zapytał Gabriel
-Bo wiem! Nie przerywaj mi!- Myślałam, że zaraz się rozśmieję, mimo że atmosfera była napięta wręcz do granic możliwości
-Przepraszam...- W końcu zdobyłam się na odwagę i przemówiłam- Mogłabym tą kartkę wziąć do rąk i rzucić na nią okiem?
-Co ty chcesz zrobić?!- Wrzasnęła Charlotte i zaraz zaczęłaby lamentować, gdyby Gabriel nie wręczył mi wiadomości. Przestałam już kogokolwiek słuchać i zaczęłam intensywnie wpatrywać się w słowo ,,Nefilim". Nagle doznałam uczucia, jakby ktoś uderzył mnie w twarz i mało się nie przewróciłam, lecz Nocni Łowcy złapali mnie pod ramiona i utrzymali, a ja nadal wpatrywałam się w kartkę. Pojawił się pierwszy obraz: ciemna piwnica, wilgotne powietrze. Uczucie kopnięcia w brzuch. Zgięłam się wpół, ale nadal kurczowo trzymałam kartkę w dłoniach. Gabriel chyba krzyczał, bym puściła kartkę, lecz ja nie miałam zamiaru jej puszczać, póki nie dowiem się czegoś więcej. Kolejny obraz zamigotał: twierdza Akershus. Jeden z najbardziej charakterystycznych budynków i największych atrakcji Oslo. Nie ma mowy, abym się pomyliła. Wypuściłam kartkę z rąk i w tym samym momencie poczułam, jakby ktoś uderzył mnie wiadrem w głowę i straciłam przytomność...
Engel
Engel
Kiedy się obudziłam, czułam jakby ktoś sprał mnie na kwaśne jabłko, kończyny odmawiały mi posłuszeństwa a moja głowa była niczym bomba zegarowa, która miała zaraz wybuchnąć. Moje ręce były skrępowane kajdanami najprawdopodobniej wykonanymi z demonicznej stali i gratisowo były nasączone jadem demona, który wcześniej nie zaatakował. Na dodatek byłam więziona w jakiejś zapyziałej dziurze, która cuchnęła jak stare męskie skarpety nieprane przez kilkaset lat. W pomieszczeniu było ciemno, trochę przerażająco, wilgotno i cholernie zimno. Chłód owijał całe moje ciało i sprawiał, że trzęsłam się z zimna. Przeklinałam w myślach strój jaki włożyłam na tę waloną randkę, ponieważ teraz dałabym się pokroić za gruby bawełniany sweter i parę ocieplanych dresów razem z mięciutkimi skarpetkami.
Nagle usłyszałam kroki, a chwilę później przekręcanie klucza w zamku. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, na oko koło dwudziestu kilku lat, który miał na sobie skórzaną kurtkę, jakiegoś ciemnego koloru koszulkę oraz czarne spodnie. Nie mogłam dostrzec dokładnych rysów twarzy ani prawdziwych barw w jakie był odziany, ponieważ spowity był w mrok.
- Jak ci się podoba twoje nowe lokum, księżniczko? - Odezwał się potężnym głosem.
- Nie za bardzo, wolałabym powrócić tam, gdzie moje miejsce. - Stwierdziłam z sarkazmem. Nikt nie miał prawa mnie tu przetrzymywać bez mojej zgody i do cholery ja nawet nie wiedziałam po co w ogóle tu jestem.
- Teraz tu jest twoje miejsce i powiem ci, że szybko nie zmienisz miejsca swego pobytu. - Odrzekł czarny charakter, który podszedł teraz w stronę światła i mogłam ujrzeć całą jego postać, która nie była zachwycająca.
- A czy mogę się chociaż dowiedzieć po co do diabła mnie tu przytargaliście? - Zapytałam na skraju nerwów. Miałam wrażenie, że zaraz rozerwie mi gardło, gdy ten paszczur wlewał mi siłą coś do ust.
- Teraz mogę ci powiedzieć, bo i tak nie wygadasz swoim. - Kaszlałam i krztusiłam się tą cieczą, która teraz jakby rozrywała moje ciało na kawałki, chociaż pozostawało bez większych uszkodzeń. - Dzięki tobie, moja mała zabaweczko, zamierzamy rozpętać wojnę między Podziemnymi a Nefilim. - Pluną na ziemię obok mej sylwetki kończąc wymawiać słowo "Nefilim".
- Nigdy się to wam nie uda. - Powiedziałam i natychmiastowo zostałam spoliczkowana, aż musiałam pozbyć się krwi z ust.
W momencie zetknięcia dłoni z mym policzkiem, do mej głowy przypłynęło z miliard obrazów. Mym oczom ukazał się całkowicie zniszczony instytut, martwe ciała mych towarzyszy i mnóstwo krwi, a później płonące Alicante, walczący Nocni Łowcy i jeszcze coś... Zagłada. TO BĘDZIE NASZ KONIEC.
Nagle usłyszałam kroki, a chwilę później przekręcanie klucza w zamku. Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna, na oko koło dwudziestu kilku lat, który miał na sobie skórzaną kurtkę, jakiegoś ciemnego koloru koszulkę oraz czarne spodnie. Nie mogłam dostrzec dokładnych rysów twarzy ani prawdziwych barw w jakie był odziany, ponieważ spowity był w mrok.
- Jak ci się podoba twoje nowe lokum, księżniczko? - Odezwał się potężnym głosem.
- Nie za bardzo, wolałabym powrócić tam, gdzie moje miejsce. - Stwierdziłam z sarkazmem. Nikt nie miał prawa mnie tu przetrzymywać bez mojej zgody i do cholery ja nawet nie wiedziałam po co w ogóle tu jestem.
- Teraz tu jest twoje miejsce i powiem ci, że szybko nie zmienisz miejsca swego pobytu. - Odrzekł czarny charakter, który podszedł teraz w stronę światła i mogłam ujrzeć całą jego postać, która nie była zachwycająca.
- A czy mogę się chociaż dowiedzieć po co do diabła mnie tu przytargaliście? - Zapytałam na skraju nerwów. Miałam wrażenie, że zaraz rozerwie mi gardło, gdy ten paszczur wlewał mi siłą coś do ust.
- Teraz mogę ci powiedzieć, bo i tak nie wygadasz swoim. - Kaszlałam i krztusiłam się tą cieczą, która teraz jakby rozrywała moje ciało na kawałki, chociaż pozostawało bez większych uszkodzeń. - Dzięki tobie, moja mała zabaweczko, zamierzamy rozpętać wojnę między Podziemnymi a Nefilim. - Pluną na ziemię obok mej sylwetki kończąc wymawiać słowo "Nefilim".
- Nigdy się to wam nie uda. - Powiedziałam i natychmiastowo zostałam spoliczkowana, aż musiałam pozbyć się krwi z ust.
W momencie zetknięcia dłoni z mym policzkiem, do mej głowy przypłynęło z miliard obrazów. Mym oczom ukazał się całkowicie zniszczony instytut, martwe ciała mych towarzyszy i mnóstwo krwi, a później płonące Alicante, walczący Nocni Łowcy i jeszcze coś... Zagłada. TO BĘDZIE NASZ KONIEC.
Liv
Obudziłam się na podłodze w biurze Gabriela, a nade mną pochylał się prawie cały Instytut, a właściwie osoby w nim mieszkające. Każdy próbował się dowiedzieć, co mi się stało i czy będę żyć. Usiadłam powoli, trzymając się za brzuch. Sekundę później zaatakował mnie perfidny ból głowy, który blokował zdolność mówienia. ,,Diabelskie sztuczki", pomyślałam i skupiłam się najbardziej jak potrafiłam. Szybko doszłam do wniosku, że ktoś próbował mnie zablokować, abym nic nikomu nie powiedziała, ani tym bardziej nie napisała. Czułam okropne mrowienie na całym ciele. Błagalnie spojrzałam na Gabriela, a potem szybko na Charlotte, którzy, o dziwo, zrozumieli co się właśnie dzieje:
-Gideon. Przynieś wodę święconą, ale to już!- Wydarła się blond-włosa szefowa
-Mikael. Pismo Święte.- Polecił Gabriel
-Amy. Krucyfiks!- Kolejny rozkaz z ust Charlotte
-Gave. Apteczka.
-Bliźniaki. Przenieście ją na sofę...
Polecenia fruwały w tą i z powrotem, a Nocni Łowcy z jeszcze większą prędkością biegali po Instytucie w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy. Vann i Ild ostrożnie przenieśli mnie na pobliską sofę, na której Gabriel często czytał jakieś grube tomiszcza. Czułam, że niebawem nie będę zdolna wykonać żadnego ruchu. Czas uciekał. Do biura jako pierwszy powrócił Gave z MOJĄ apteczką, którą trzymałam w komodzie. Zaraz po nim pojawił się Gideon z wodą święconą, którą po chwili zostałam skropiona. Gdy tylko pierwsze krople dotknęły mojej skóry, myślałam, że chłopak pomylił świętą wodę z kwasem, który właśnie zżerał mnie od zewnątrz. W ogóle Gave chciał wylać na mnie całe wiadro, ale Charlotte wybiła mu ten pomysł z głowy i to dosłownie. Gabriel opatrzył mój brzuch oraz głowę, a Amy wniosła do pomieszczenia Krucyfiks. Na jego widok zrobiło mi się niedobrze i to do tego stopnia, że mało nie zwymiotowałam. Jeszcze na domiar złego Mikael przyniósł Pismo Święte, a Charlotte recytowała jego poszczególne fragmenty.Wszystkie moje objawy wskazywały na wampirzą gorączkę, ale to było niemożliwe. Ostatnio nie miałam żadnego bliższego spotkania z wampirem. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie Gave, który na siłę próbował wlać mi do gardła szklankę wody święconej. Próbowałam się miotać, ale moje ciało było co raz słabsze i niezdolne do ruchu, więc nietrudno było mu to uczynić. Omal się nie zakrztusiłam. Co prawda, przeprosił mnie, ale miałam zamiar wytykać mu, że prawie mnie utopił...
Po jakiejś godzinie, w końcu udało się zwalczyć to paskudztwo. Byłam ledwo żywa i bardziej blada niż zazwyczaj. Oddychałam ciężko, ponieważ jeszcze nigdy w ciągu godziny nie wypiłam pięciu litrów wody święconej. Powoli wracałam do normalności, a gdy uznałam, że czuję się wystarczająco dobrze, opowiedziałam wszystkim o mojej wizji i domysłach. W twierdzy Akershus obecnie urzędowały wampiry. Oficjalnie uznano, że muzeum, które znajduje się w twierdzy, jest w remoncie do odwołania, a tak naprawdę pomieszkuje tam jeden z arystokratycznych klanów wampirów.
Wszyscy wiedzieli co to oznacza. Teraz zostało tylko obmyślić jakiś skuteczny plan odbicia naszej Engel. Nie wiedząc czemu, spojrzałam na Gideona. Widziałam w jego oczach smutek, zmieszanie, determinację oraz żądze zemsty. Zapowiadała się wielka bitwa między Nocnymi Łowcami, a Dziećmi Nocy...
Komentarze
Prześlij komentarz